niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział 20

Olivia weszła razem z Kylem do salonu, gdzie wszyscy już siedzieli przy stole. Kate spojrzała w ich stronę i obdarowała przyjaciółkę wymownym spojrzeniem, na co ona pokręciła tylko głową.
- Dzień dobry. - Przywitał się Kyle, a Robin o mało nie zabił go wzrokiem.
- Kyle! - Richard wstał od stołu i uścisnął rękę chłopaka. -Bardzo się cieszę, że przyszedłeś.
- Dziękuję panu za zaproszenie. - Olivia stała obok nich i tylko przewracała oczami.
- Tato możemy porozmawiać.
- Kochanie później.
- Teraz! - Wszyscy spojrzeli na nią zdziwieni. - Proszę.
- No dobrze, zaraz wracamy! - Richard poszedł za córką do kuchni. - Co się stało karbie?
- Tato, po co zapraszałeś tu Kyle'a! - Dziewczyna była wściekła.
- Widziałem jak rozmawialiście na treningach i pomyślałem, że będzie ci miło. - Richard był mocno zdziwiony.
- Czy ty próbujesz mnie swatać? - Skrzyżowała ręce na piersiach.
- Nie, co ci przyszło do głowy, ale sama powiesz, że Kyle to fajny chłopak.
- Tato! Zawsze powtarzałeś, żebym tylko nigdy nie spotykała się z piłkarzem!
- Ale on jest byłym piłkarzem. - Olivia złapała się za głowę.
- Tato!
- No dobrze przepraszam, ale dlaczego masz do mnie takie pretensje, że go zaprosiłem?
- Bo nie lubię jak wtrącasz się w nieswoje sprawy!
- Dobrze, Olivia zrób to dla mnie i posiedźmy mile przy stole. Przecież go teraz nie wyrzucę. - Wzięła głęboki oddech i pokiwała głową. Oboje usiedli przy stole, pech chciał, że Olivia siedziała między Robinem, a Kylem. Chłopak co raz zerkał na nią i uśmiechał się nieśmiało.
- To Kyle, powiedz co u ciebie? - Richard wziął łyk wina, a Robin z siostrą wymienili spojrzenia.
- Właściwie nic ciekawe, praca, dom i tak mija.
- Mieszkasz sam? - Dolly dołączyła do konwersacji.
- Z psem jeśli to się liczy. - Uśmiechnął się do nich.
- Przyjaźnisz się z Olivią?
- Babciu! - Wnuczka skarciła kobietę wzrokiem.
- Tylko pytam.
- W porządku, tak przyjaźnimy się. - Kiedy dziewczyna to usłyszała prawie zakrztusiła się wodą.
- Przepraszam na chwilę. - Powiedziała i wstała od stołu. Weszła do kuchni i wzięła głęboki wdech. Nagle poczuła, że ktoś stoi za nią. Odwróciła się szybko i zobaczyła swojego brata, który patrzył na nią z troską.
- Co się dzieje? - Zapytał spokojnie.
- Ja tam nie wrócę, nie dam rady. Co on w ogóle wygaduje, przecież ja się do niego nie odzywam.
- Wiem.
- Pomóż mi się stąd wydostać.
- Jasne, chodź. - Wziął siostrę za rękę i szybko wyszli do korytarza. Olivia ubrała kurtkę i wzięła kluczyki do samochodu. - Powiem im, że Smith cię wezwał on zawsze jest w pracy w soboty.
- Dziękuję jesteś kochany. - Pocałowała brata w policzek i po cichu wyszła na zewnątrz. Spojrzała w górę zaczął padać pierwszy śnieg, mimowolnie się uśmiechnęła i pobiegła do samochodu. Odpaliła silnik i wyjechała na ulicę. Włączyła radio i zaczęła się zastanawiać, gdzie ma pojechać. Tylko jedno miejsce przychodziło jej do głowy - Centrum Treningowe. Zmieniła bieg i dodała gazu, skoro Chris zawsze wyżala się doktorowi to teraz jej kolej. Potrzebowała kogoś kto jej wysłucha, a doktor był odpowiednim kandydatem do zwierzeń. Jazda zajęła jej szybciej niż myślała mimo, że śnieg utrudniał widoczność na drodze. Wysiadła z samochodu i weszła do Centrum, w środku panowała grobowa cisza, a w recepcji paliła się tylko mała lampka. Rozejrzała się dookoła, w soboty nikt tu nie przychodzi oprócz sprzątaczek i czasami doktora Smitha, który chce posiedzieć w swoim gabinecie lub pospacerować po boiskach. Ruszyła w stronę skrzydła szpitalnego i otworzyła drzwi do gabinetu.
- Doktorze? - W środku było ciemno i trochę zimno, zupełnie jakby nikogo tu dziś nie było. Dziewczyna wzruszyła ramionami i zamknęła drzwi. Pewnie jest na boisku w zachodnim skrzydle to jego ulubione, pomyślała i wolnym krokiem zaczęła iść w tamtym kierunku. Dotarła do schodów i powoli zeszła na zieloną trawę boiska. Doktora nigdzie nie było, ale ktoś biegał po boisku i strzelał do bramki. Na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, nie spodziewała się go tutaj, szczególnie dzisiaj.
- Chris! - Zawołała do niego, a on odwrócił głowę i podarował ją najpiękniejszym uśmiechem jaki w życiu widziała. Podbiegł do niej bez słowa i spojrzał jakby upewniał się, czy naprawdę tu jest.
- Co ty tu robisz? - Zapytał zadowlony.
- Mogłabym spytać o to samo.
- Byłem pierwszy. - Posłał jej szelmowski uśmiech.
- No dobra. Tata ma dziś urodziny i nie uwierzysz kogo na nie zaprosił aby było mi miło. - Wzruszył ramionami. - Kyle'a! - Oboje zaczęli się śmiać.
- To twój tata chyba pomylił gości.
- No co ty, nie ma pojęcia, że to z tobą wolę przebywać. - Chris uśmiechnął się pod nosem. - Teraz ty, dlaczego tu jesteś?
- Mała kłótnia z ojcem, standart.
- O co poszło tym razem? - Zapytała z troską.
- Chciał się tu zatrudnić jako trener bramkarzy żebyśmy spędzali razem więcej czasu, ale ja nie mógłbym z nim pracować. Nie dałbym rady codziennie się z nim kłócić, a jeszcze go słuchać jako trenera, w życiu.
- I za pewne mu o tym powiedziałeś, a on się obraził.
- Jakbyś tam była. - Znowu się do niej uśmiechnął. - Ale skoro już tu jesteśmy, to oboje powinniśmy wykorzystać ten czas na coś przyjemnego.
- Co proponujesz? Tylko nie basen bo zamarznę jak stąd wyjdziemy.
- Tym razem nie wrzucę cię do wody. - Spojrzał na nią figlarnie i pobiegł po piłkę. Wrócił do niej szybko i złapał za rękę. - Chodź coś ci pokaże. - Pozwoliła mu się poprowadzić, szli przez Centrum w stronę północnego skrzydła i wyszli na zewnątrz, gdzie znajdywało się jedno z odkrytych boisk. Chris podszedł do niewielkiego słupka obok i zapalił małe lampki ogrodowe, które otaczały całe boisko, a na tle śniegu, który był coraz większy wyglądały przepięknie. Chris wbiegł na boisko i rzucił piłkę pod nogi.
- Chodź zmierz się ze mną! - Krzyknął do Olivi i zaczął odbijać piłkę kolanami. Ona wybuchnęła śmiechem i podbiegła do niego. Kopnęła piłkę i popędziła do bramki, ale ją dogonił, zaczęła mu uciekać, ale ciągle stawał jej na drodze. Zaczęła odpychać go rękami i śmiać się na cały głos. W pewnym momencie złapał ją od tyłu w talii i zakręcił do okoła, a ona zaczęła piszczeć.
- Hej! Tak nie można, to faul! - Teraz Chris wybuchnął śmiechem i postawił ją na ziemię. Wykorzystała sytuację i pobiegł z piłką do bramki, Chris wyrósł przed nią jak drzewo, ich nogi się splątały i oboje się przewrócili. Chłopak upadł na plecy i pociągnął ją za sobą. Leżała na nim i śmiała się jak małe dziecko. Nagle zamilkła i spojrzała mu w oczy, a on wziął w palce kosmyk jej włosów i schował za ucho. - Dobra wstawajmy bo nas tu zasypie. - Olivia podniosła się szybko i zaczęła otrzepywać ze śniegu. - Rozumiem, że to ja wygrałam bo jeśli... - W pewnym momencie Chris złapał ją za rękę przyciągnął do siebie i zamknął jej usta pocałunkiem. Położył dłonie na jej talii i jeszcze mocniej przybliżył do siebie. Olivia zamknęła oczy i odwzajemniła pocałunek, wczepiając palce w jego włosy.


Przeczytałeś = skomentuj :D

sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 19

Światło w kuchni zapaliło się nagle i poraziło Olivię jak tysiące promieni. Zasłoniła oczy dłonią, ale przez palce zobaczyła babcię, stojącą w przedpokoju.
- Coś się stało? - Zapytała, mrugając szybko.
- Czy ty wiesz, która jest godzina? Ja odchodziłam od zmysłów! - Dziewczyna zrobiła zdziwioną minę i spojrzała na zegarek, który pokazywał wpół do trzeciej w nocy. Otworzyła usta i popatrzyła na babcię. - Nic nie mów! Dzwoniłam chyba milion razy, a nawet nie miałam okazji jak po ciebie pojechać do tego centrum bo to towarzystwo jeszcze nie wytrzeźwiało!
- Babciu uspokój się bo ich obudzisz.
- Uspokój się?!
- Babciu proszę!
- Dobrze, ale zapraszam cię na rozmowę do kuchni. - Podniosła dumni głowę i wyszła z korytarza. Olivia przewróciła oczami i poszła za nią. Usiadła przy stole na przeciwko kobiety.
- Babciu przepraszam ale...
- Ja myślałam, że miałaś wypadek albo gorzej! - Dolly zaczęły trząść się ręce. - Ja już jednego wnuka straciłam, nie pozwolę na odebranie kolejnego.
- Babciu. - Dziewczyna wstała od stołu i kucnęła przy krześle kobiety, łapiąc ją za dłoń. - Przepraszam, nie denerwuj się już. - Dolly pogłaskała wnuczkę po głowie.
- Gdzie ty tak długo byłaś? - Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko.
- To długa historia.
- Ja mam czas, poza tym i tak nie mogę zasnąć. - Olivia usiadła na krześle obok.
- Powiem ci jeśli obiecasz, że nikomu tego nie powtórzysz. - Pokiwała głową, ona zaczęła opowiadać. Mówiła o wyjeździe za miasto, o tym że Chris zabrał ją na tor rajdowy, że jeździli jak szaleni, a potem kiedy wysiedli z samochodu śmiali się z nadmiaru emocji tak bardzo, że Chris przewrócił się wchodząc pod górę. Po jazdach pojechali na punkt widokowy, skąd było widać cały Londyn lepiej niż z London Eye. Trochę rozmawiali i stali na dworze mimo zbliżającej się zimy. Olivia zmieniła zdanie o Chrisie całkowicie, dostrzegła w nim ciepłego, szczerego i bardzo uczuciowego chłopaka, który tak naprawdę tylko na pokaz jest tym aroganckim i bezczelnym bramkarzem. Opowiedział jej trochę o sobie, o swojej rodzinie o tym, że zawsze chciał być bramkarzem i namawiał do tego brata, ale niestety mu się nie udało. Kiedy zrobiło się już naprawdę zimno, odwiozła go do domu, który nawet po ciemku zrobił na niej ogromne wrażenie. Piękna willa na Westbourne Green wyglądała cudownie. Duży budynek wykonany z szarego kamienia z białymi wstawkami i szarym dachem wyglądał jak najlepszy hotel. Zielone podwórko i drzewo, które otaczały dom, dodawały mu uroku i delikatności. Dzięki lampom ogrodowym widać było tam zadbane krzewy i szeroki wyłożony kostką podjazd.  Chris widząc jej zachwyt roześmiał się głośno i żartował, że to tylko mała chatka, na co Olivia dała mu kuksańca w żebro. Potem pożegnał się z nią i wysiadł, a ona pojechała do domu.
- To wszystko brzmi cudownie skarbie, ale powiedz mi jedną rzecz. - Dolly patrzyła ze spokojem w oczy wnuczki, które aż błyszczały z emocji.
- Co takiego? - Zapytała uradowana.
- Czy ten chłopak ci się podoba?
- Co? - Olivia się roześmiała. - Babciu co za bzdury...
- Przecież widzę. - Dziewczyna przestała się uśmiechać i spojrzała na kobietę z powagą.
- Szczerze to nie wiem, czuję się przy nim taka wolna, szczęśliwa jakby już nigdy nie miały mnie dogonić żadne problemy. - Wzruszyła ramionami, a oczy znowu jej zabłysły. - On ma w sobie tyle pozytywnej energii, że zaraża mnie nią jak tylko z nim rozmawiam. Jest inny niż chłopaki, których znam, jest... - Urwała nagle i uśmiechnęła się na wspomnienie o nim. - Najlepszym co mi się zdarzyło od paru tygodni. - Dolly pogładziła ją po dłoni.
- To na razie będzie naszą tajemnicą. - Uśmiechnęły się do siebie i przytuliły mocno.
- Ciesze się, że cię mam babciu.
- A ja ciebie kochanie. Teraz idź połóż się spać bo jutro mamy dzień wolny, poza tym tata ma urodziny i robimy mały poczęstunek.
- Znając ciebie babciu to będzie ogromny poczęstunek. - Olivia zaśmiała się głośno i poszła na górę, gdzie ciepła kołdra przyjęła ją w łóżku jak księżniczkę co sprawiło, że zasnęła jeszcze szybciej.



- Babciu, po co tyle jedzenia? - Robin stał przy stole kuchennym i patrzył na cały zestaw potraw, który się na nim znajdował. Cztery rodzaje sałatek, trzy ciasta, jagodowa tarta, tort wiśniowy ulubiony smak Richarda. Chłopak dostrzegł jeszcze pieczone mięso w marynacie, babeczki truskawkowe, swoją drogą skąd babcia wzięła truskawki w zimie, pomyślał. Kątem oka zobaczył łososia w maśle z sosem brokułowym i słynne szaszłyki po meksykańsku, które ojciec wprost uwielbiał.  Do tego cały talerz owoców i cukierków, w kolorowych papierkach.
- Jak to po co? Twój ojciec ma urodziny i trzeba to uczcić.
- On nie jest małym chłopcem żeby mu robić przyjęcie urodzinowe. - Robin sięgnął po jedną z babeczek,  a Dolly szybkim ruchem trzepnęła go w rękę. - Au!
- Zostaw, później będziemy jedli. - Oboje spojrzeli w stronę drzwi skąd właśnie dobiegł ich dzwonek. - Idź otworzyć. - Ponagliła go kobieta. Zrobił obrażoną minę i ruszył do przedpokoju, sięgnął po klamkę i ujrzał w drzwiach roześmianą twarz przyjaciółki jego siostry Kate.
- Cześć Robin. - Powiedziała pogodnie i zaczęła się bawić kosmykiem włosów.
- Cześć, Olivia rozmawia z kimś prze telefon od godziny, ale może uda ci się ją zaciągnąć na dół.
- Spokojnie, przeważnie mnie słucha. - Weszła do środka, a on pomógł zdjąć jej kurtkę, co wywołało uśmiech na jej twarzy. Richard zszedł ze schodów i wyjrzał zza rogu.
- O cześć Kate. - Zawołał przyjaźnie.
- Dzień dobry proszę pana i wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.
- Dziękuje bardzo. - Richard się rozpromienił.
W tym samym czasie na górze Olivia leżała na łóżku i machała nogami. Trzymała telefon przy uchu i rozmawiała z Chrisem od ponad godziny. Dobrze się rozumieli, rozmawiali bez presji i skrępowania, jak przyjaciele którzy znają się od zawsze.
- Nie - dziewczyna zaczęła się śmiać. - Wcale się nie bałam na rajdach.
- Jak to nie! Widziałem jak zaciskałaś palce na fotelu. - On też się śmiał, lubił z niej żartować i słyszeć jej śmiech.
- Chris.
- Co?
- Chyba ktoś puka do mojego pokoju, więc muszę kończyć.
- Dobra, może porozmawiamy później. Trzymaj się blondi.
- Bardzo śmieszne. - Wcisnęła czerwoną słuchawkę i podeszła do drzwi. Otworzyła je i bez słowa uścisnęła Kate. - Jak ja cię dawno nie widziałam!
- To samo chciałam powiedzieć.
- Co ty tu robisz?
- Pomyślałam, że wpadnę a przy okazji Robin kazał zaciągnąć cię na dół. Z kim tak namiętnie rozmawiałaś przez telefon? - Posłała jej wymowne spojrzenie.
- Nie z nikim, doktor Smith wyjaśniał mi efekty mojej pracy. - Olivia skłamała, nie chcieli z Chrisem aby ktoś o nich plotkował i na siłę robił z nich parę. - Dobra chodźmy na dół. - Obie zeszły po drewnianych schodach i udały się do salony, gdzie siedziała reszta rodziny.
- Olivia dziecko wreszcie. - Richard spojrzał na córkę. - Zaraz przyjdzie gość specjalny, zaprosiłem go z myślą o tobie na moje urodziny.
- O mnie? - Dziewczyna zdziwiła się lekko i od razu pomyślała o Chrisie. Skąd tata wiedział, że go lubi, ale to nie ważne, ważne jest to że go zobaczy. Spojrzała w stronę korytarza gdzie rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Uśmiechnęła się szeroko i spojrzała na ojca.
- Idź otworzyć. - Richard odwzajemnił uśmiech, a ona pobiegła do korytarza. Szybkim ruchem otworzyła drzwi i uśmiech znikł z jej twarzy. Na zewnątrz nie zobaczyła Chrisa tylko Kyle'a, który trzymał w ręku kwiaty i prezent.
- Stęskniłem się za tobą. - Powiedział i wszedł do środka.



Przeczytałeś? = skomentuj, a dodasz siły autorce :D





środa, 26 listopada 2014

Rozdział 18

- Mam pewien pomysł. - Chris zamknął drzwi swojego samochodu.
- Przeżyjemy?
- Co?
- Ten twój pomysł nie obejmuje skakania z wieżowca albo z Big Bena? - Chłopak wybuchnął śmiechem.
- Tym razem nie, ale musimy wziąć samochód doktora. Te przeklęte pismaki nie dały by mi żyć gdyby zobaczyli, że jeżdżę gdzieś z córką trenera. Pójdę go zapytać.
- Możemy wziąć mój samochód. - Chris spojrzał na nią zadowolony.
- Na pewno?
- Tak.
- Ale ja muszę prowadzić. - Widząc minę Olivi dodał. - Gdybym powiedział ci gdzie jedziemy zepsułbym niespodziankę.
- No dobra. - Z miną cierpiętnika zajęła miejsce pasażera.
- Boże jak tu mało miejsca!
- Dla kogoś kto ma powyżej metr dziewięćdziesiąt, no co ty niemożliwe.
- Nie możesz żyć bez sarkazmu co?
- Nie.
- Pozwolisz, że odsunę trochę siedzenie.
- Jeśli twoje nogi mają poczuć się lepiej to tak. - Posłała mu kpiący uśmiech.
- Ja z tobą nie mogę. - Chłopak odpalił silnik i wyjechał na ulicę.
- Co by się stało gdyby dziennikarze nas zobaczyli? - Zapytała nagle Olivia.
- Zaczęli by dochodzić kim jesteś,  napisali by pewnie masę artykułów, że jesteśmy parą i nie daliby ci spokoju.
- Jak ty to znosisz?
- Wiesz, jak znajdą sobie lepszy temat to zostawiają mnie w spokoju. - Posłał jej szeroki uśmiech.
- Dobra,  a skąd wiesz, że tam gdzie jedziemy nie będzie dziennikarzy?
- Uwierz mi oni nie chodzą w takie miejsca.
- Mhm. - Pokiwała głową z uśmiechem.
- Co?
- Nic.
- Co już sobie pomyślałaś? - Olivia zaczęła się śmiać.
- No nic.
Przez chwilę jechali w milczeniu, dziewczyna patrzyła na drogę i zorientowała się, że nie jadą w stronę Londynu tylko gdzieś na obrzeża. Widziała małe domki z cegły, polne dróżki i miejscowe sklepy, które były tak małe, że nie pomieściłyby nawet czterech klientów. Spojrzała na Chrisa, który skupiony właśnie skręcał w jedną z polnych drug.
- Czy to jest ten moment?
- Jaki? - Podniósł jedną brew.
- Ten, w którym wywozisz mnie do lasu, wyjmujesz piłę motorową i kroisz mnie na milion kawałków. - Oboje zaczęli się śmiać.
- To będzie musiało poczekać do następnego razu. - Uśmiechnął się do niej i skręcił w kolejną drogę. Jechali w milczeniu przez las, gdy nagle dojechali do rozwidlenia między drzewami. Było to coś na kształt parkingu z małym, drewnianym domkiem obok. Chris zaparkował obok czerwonego nissana i zadowolony wysiadł z samochodu. Olivia zrobiła to samo i rozejrzała się dookoła. Nie miała pojęcia gdzie są. Z domku wyszedł do nich mężczyzna niskiej postury w dresach i czapce z daszkiem. Uśmiechnął się przyjaźnie i podał rękę Chrisowi.
- Dawno cię nie było stary. - Powiedział i spojrzał na Olivię. - Moje uszanowanie.  - Mówiąc to podniósł czapkę do góry, co wywołało na jej twarzy cień rozbawienia.
- Olivia to jest Gerard. - Chris wskazał na niego ręką.
- Cześć.  - Przywitała się z chłopakiem, a on lekko się zarumienił.
- Gratuluję wygranego meczu. - Gerard wyjął papierosa z kieszeni. - Kibicowałem z całych sił.
- Dzięki.
- To co na dzisiaj?
- Dwa kaski i kombinezony. - Olivia spojrzała zdziwiona na Chrisa, ale on tylko do niej mrugnął. Kiedy Gerard dał mu o co prosił, wręczył dziewczynie kombinezon. - Zakładaj to na ubranie. - Nie mówiąc ani słowa zrobiła o co prosił. - Tu masz kask, ale nie zakładaj go jeszcze.
- Chris?
- Zaraz wszystkiego się dowiesz. Chodź. - Podał jej rękę, przez chwilę nie wiedziała co ma zrobić ale w końcu ujęła jego dłoń, a on pociągnął ją za sobą.  Szli w dół po kamienistej drodze, usypanej ze żwiru i ziemi. Olivia widziała w oddali jakąś polane i czarne pasy, które się na niej znajdowały. Zmarszczyła brwi ale nie mogła dostrzec nic wyraźnego. Po chwili usłyszała dźwięk silników samochodowych i pisk opon. Zatrzymała się i spojrzała na Chrisa, teraz była pewna gdzie ją zabrał.
- Jazdy rajdowe! - Chłopak spojrzał na nią zdziwiony.
- Co? Nie podoba ci się? Wiesz zawsze możemy zawrócić i jechać do domu.
- Żartujesz! Zawsze chciałam tego spróbować! - Cieszyła się jak małe dziecko, co wywołało szeroki uśmiech na twarzy Chrisa. Spojrzał na nią i uznał, że takiej dziewczyny nigdy jeszcze nie poznał. Pochwyciła jego wzrok i ich oczy się spotkały.
- Idziemy? - Zapytała, pokiwał głową na potwierdzenie i ruszyli na dół. Chris pomachał do jakiegoś chłopaka w czerwonym kombinezonie,  który do nich podszedł.
- To samo co zawsze? - Zapytał.
- Tym razem dla dwóch osób.
- Jasne, chodźcie. - Poszli za nim na parking gdzie stały samochody. Chłopak przeszedł kolo kilku z nich i zatrzymał się przy białym, sportowym samochodzie o marce, której Olivia nigdy nie widziała. Na drzwiach i masce miał poprzylepiane kilka reklam, zapewne od sponsorów, a w środku wyglądał lepiej jak nie jeden rajdowy samochód. - Co powiecie na to cudeńko?
- Świetny. - Chris spojrzał na dziewczynę,  która była wniebowzięta.
- To życzę miłej jazdy, tor numer dwa jest do waszej dyspozycji. - Chłopak odszedł i otworzył im bramę na drogę. Oboje wsiedli do samochodu, a Chris pomógł Olivi zapiąć pasy. Uśmiechnął się do niej i sprawdził czy wszystko jest na swoim miejscu.
- Jakbyś miała dosyć to łap mnie za rękę.
- Nie będzie takiej potrzeby, tylko nas nie zabij. - Spojrzała na opony, które otaczały tory. W razie co wylądujemy na nich, pomyślała.
- Spokojnie. - Założył kask, a ona zrobiła to samo. Chłopak wyjechał na tor i od razu wcisnął pedał gazu, a ją lekko wbiło w siedzenie. Na pierwszym zakręcie samochód zrobił obrót i z piskiem opon pojechał do przodu. To było niesamowite uczucie być tak szybkim i niedoścignionym. Trasa była cudowna, co raz były jakieś zakręty lub pętle dzięki, którym jazda była jeszcze bardziej ekscytująca. Dym z rury wydechowej ciągnął się za nimi jak ogon, a pisk opon dodawał adrenaliny. Chris kręcił kierownicą na wszystkie strony, a ona śmiała się jak małe dziecko.


poniedziałek, 24 listopada 2014

Rozdział 17

- Chris? - Położyła mu dłoń na kolanie, a on podniósł głowę i spojrzał na nią. - Wszystko w porządku?
- Jak najbardziej. - Zmusił się do uśmiechu, ale ona to zauważyła. Usiadła obok niego. - Stęskniłaś się za mną? - Zapytał z drwiącym uśmiechem.
- Przestań,  widzę że coś się stało. Mógłbyś chociaż raz przestać udawać aroganckiego chłopaczka i szczerze porozmawiać.
- No widzisz, ale ja wcale nie udaję. - Kolejny uśmiech. Olivia wypuściła powietrze z ust.
- Dobra zapomnij, że tu byłam. - Wstała i udała się do zejścia z trybun.
- Mój ojciec zdradza matkę. - Zatrzymała się i odwróciła w stronę Chrisa. - Sama widzisz nie ma się czym chwalić. - Olivia nie wiedziała co powiedzieć, wróciła i ponownie usiadła obok chłopaka. - Wiem szokujące, taka dobra rodzina, a ja mówię ci takie rzeczy.
- Jeśli chodzi ci o status pieniężny, to bogaci też się zdradzają. Nawet częściej niż ci biedni. - Chłopak uśmiechnął się blado. - Twoja mama wie?
- Nie, załamałaby się.
- To skąd ty o tym wiesz,  może to nieprawda.
- Widziałem go z kochanką. - Olivia patrzyła na niego poważnie. - Parę dni temu powiedziałem mu o tym. Wyobraź sobie, że strasznie się zdziwił. - Chris się zaśmiał.  - Mówi, że już z tym skończył ale nie wiem co o tym myśleć. Już mu nie wierzę.
- Może porozmawiaj z nim na spokojnie.
- Nie umiem z nim spokojnie rozmawiać.
- A próbowałeś chociaż? - Nie odezwał się. - Może kiedyś mu wybaczysz.
- Dla mnie zdrada jest czymś, czego nie można wybaczyć.
- Ta, wiem coś o tym.
- Chłopak? - Tylko pokiwała głową. - Mogłabyś nikomu nie mówić o tym co ci tu powiedziałem?
- Jasne.
- Dzięki.
- Wiesz w takiej sytuacji powinieneś chyba się napić. - Chris roześmiał się głośno.
- Jakbym chciał pić wtedy kiedy mam problem już dawno byłbym alkoholikiem. - Oboje zaczęli się śmiać, Chris spojrzał na boisko, a ona pocałowała go w policzek. - Za co to było?
- Za wygrany mecz. - Uśmiechnęła się do niego.
- Muszę częściej wygrywać.
- Chodź. - Podała mu rękę.
- Gdzie?
- Moja babcia mówi, że na smutki najlepsze są ciastka, a ja zostawiłam całe opakowanie u doktora w gabinecie.
- To musimy się pospieszyć bo to straszny łasuch.


Smith siedział w gabinecie i zajadał się ciastkami od babci Olivi. Był z siebie dumny, udało mu się przekonać Olivię, aby poszła do Chrisa. Wiedział, że ciągnie ich do siebie, mimo że oni sami jeszcze nie zdawali sobie z tego sprawy. Chris to mój chłopak,  pomyślał i zasługuje na taką dziewczynę jak Olivia, a ta Serena niech zostawi go w spokoju. Sięgnął po kolejne ciastko, kiedy do gabinetu wszedł Chris i Olivia.
- A nie mówiłem! Już się opycha! - Chłopak zaczął się śmiać i usiadł obok doktora.
- Widzę, że już ci lepiej. - Smith poprawił okulary.
- Miałem swoją chwilę słabości. - Uśmiechnął się do Olivi, która to odwzajemniła.
- Jak się czuje tata? - Doktor zwrócił się do dziewczyny.
- Chyba już lepiej, rano zaczął odróżniać kolory. - Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Ja tylko raz dałem się namówić na picie po meczu. - Smith przeciągnął się w fotelu. - I to był mój błąd.
- Właśnie, a dlaczego ty nie masz kaca? - Olivia spojrzała na Chrisa, który odsłonił białe zęby.
- Jest na to bardzo prosty sposób. Kiedy koledzy dolewają ci kolejnych trunków nie protestujesz tylko bierzesz sobie pustą szklankę od kolegi, a jemu podkładasz pełną.
- Sprytne.
- Chris jest przebiegły jak łasica w trakcie polowania.
- Skąd pan bierze te porównania? - Chris zaczął się śmiać.
- Jak to skąd? Wymyślam je!
- To wszystko jasne. - Chłopak mrugnął do Olivi, która usiadła na kanapie przy oknie.
- No to młodzieży zbierajcie się do domu.
- Słucham? - Dziewczyna spojrzała na doktora.
- No tak, nie macie co tu robić więc cieszcie się życiem. Idźcie na piwo, na rolki albo do kina gdzie tam chcecie. - Oboje patrzyli na niego zdziwieni, aż w końcu Chris się odezwał.
- Mi dwa razy nie trzeba powtarzać. - Wstał i zapiął kurtkę.  - Idziesz? - Zapytał Olivię, która miała minę jakby zobaczyła ducha.
- Doktorze a co z moim stażem?
- Nie ucieknie, poza tym wczoraj byłaś lekarzem na meczu więc tobie też należy się odpoczynek. - Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i wzięła kurtkę z wieszaka.
- Do widzenia!
- Pa dzieci, bawcie się dobrze. - Powiedział pod nosem i uśmiechnął się z zadowoleniem.
- To co gdzie jedziemy? - Zapytał Chris kiedy doszli do samochodów.
- Chyba do domu. - Olivia otworzyła drzwi i oparła się o nie.
- Dobra. - Powiedział. - Do mnie czy do ciebie? - Dziewczyna roześmiała się.
- Ty mnie chyba nie zrozumiałeś. Ty jedziesz do siebie, a ja do siebie.
- Znowu będziesz zgrywać niedostępną?
- O czym ty mówisz?
- Przychodzisz na trybuny, pocieszasz mnie, trzymasz za rękę,  śmiejesz się razem ze mną, a teraz znowu próbujesz mi udowodnić, że mną gardzisz, a mówisz że to ja udaję. - Patrzyła na niego uważnie. - Dobra to cześć. - Chłopak chciał wsiąść do samochodu.
- Chris! - Spojrzał na nią pytająco. - Przepraszam. Gdzie chcesz mnie zabrać? - Zapytała, a on tylko uśmiechnął się zawadiacko.


sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 16

- Chłopcy jestem z was dumny! - Richard stał w szatni na ławce, aby wszyscy go widzieli. - Jestem dumny i wiecie co? Dzisiaj stawiam kolejkę dla wszystkich! - Na te słowa rozległy się brawa i krzyki radości. - Chris wielki szacunek na bramce, a Robin strzelić cztery bramki to jest coś. Brawo synu, powiedziałbym, że masz to po mnie ale mógłbyś się obrazić, brawa również dla Iana, to co zrobiłeś w ostatniej minucie było niesmaowite. To co przebierajcie się i kierowca busa zawiezie nas do knajpy. - Mężczyzna zeskoczył z ławki i wyszedł na korytarz gdzie stała jego córka.
- Gratuluję tato.
- Mój pierwszy mecz z nimi, a tu taki sukces wiesz co to dla mnie oznacza?
- Pewnie mi powiesz.
- Zostaję tutaj! W Londynie! - Na twarzy dziewczyny pojawił się szeroki uśmiech, przytuliła się do ojca, w tej samej chwili z szatni wyszedł Chris i obserwował ich. Mimowolnie się uśmiechnął, on nie miał takich relacji z rodzicami.
- Pójdę przygotować autokar dla chłopaków. - Olivia odprowadziła ojca wzrokiem i spojrzała na Chrisa. Szedł w jej kierunku, powolnym krokiem, przebrany w klubowy dres.
- Gratuluję panu bramkarzowi. - Powiedziała, a on się uśmiechnął.
- Dziękuję. To znaczy, że teraz dostanę buziaka.
- Chciałbyś prawda?
- Umowa to umowa. - Przez chwilę ich ozy się spotkały, ale z szatni wyszedł Robin,
- Chris! Mój człowiek. - Podszedł do chłopaka i klapnął go po głowie. - Jak ty walczyłeś o tą bramkę jak lew. Był genialny prawda Olivia? - Dziewczyna spojrzała na Chrisa, który chyba lekko się speszył.
- Tak, genialny. - Powiedziała spokojnie i spojrzała mu w oczy. W tym samym momencie cała drużyna wyszła z szatni.
- To co idziemy?  - Robin był wniebowzięty.
- Zaraz do was dołączę. - Chris cały czaś wpatrywał się w Olivię.
- Dobra ale szybko, cześć siostra. - Pocałował ją w policzek i pobiegł za chłopakami.
- No idź,  bo pojadą bez ciebie.
- Beze mnie! - Chris się zaśmiał. - Beze mnie nie ma imprezy. - Uśmiechnęła się tylko blado. - Coś się stało? - Podszedł do niej bliżej.
- Nie.
- Olivia.
- Nic poprostu zdałam sobie sprawę, że nie mam szczęścia do facetów.
- Chodzi o Kyle'a? Zrobił ci coś?
- Nie, nie. Ja powiedziałam za dużo. Lepiej już pojadę. - Złapał ją za ramię.
- Co się stało?
- Nic, naprawdę muszę jechać do babci.
- Może pojedziesz z nami?
- Nie. - Odeszła kilka kroków i zatrzymała się przy wyjściu. - Ale dziękuję.  - Uśmiechnęła się, a on zrobił to samo.


- O Boże, Olivia proszę daj mi spać. - Robin odganiał siostrę ręką.
- Nigdzie nie pójdę,  a ty wstawaj!
- Nie krzycz. - Chłopak zaslonił się poduszką.
- Wstawaj albo przyslę tu babcię! Będziesz wtedy leczył kaca jej koktajlami.
- Boże za co.
- Za twoją głupotę. - Specjalnie trzasnęła drzwiami i zeszła na dół. Richard siedział przy stole, a głowę opierał na rękach. - Widzę, że ty też jesteś w formie.
- Co? - Ojciec podniósł głowę i spojrzał na nią. - Kochanie trochę się wczoraj zasiedzieliśmy.
- Chyba spiliście. Wczoraj ledwo weszliście do domu, nie wiem jakim cudem wysiedliście z taksówki, ale współczuję kierowcy.
- Olivia skarbie...
- Tato jak ci nie wstyd, trener i tak się upić.
- Sytuacja wymknęła mi się spod kontroli.
- Tato nie rozśmieszaj mnie.
- Dziś nie mam trenigu, nie denrwuj się tak.
- No ja się nie dziwię, że nie masz trenigu skoro wszyscy jesteście w takim stanie. - Olivia machała rękami.
- Dobrze mówi. - Babcia weszła do kuchni. - Taki stary, a taki głupi.
- Mamo proszę, już dawno skończyłem osiemnaście lat.
- Ale zatrzymałeś się na piętnastu.
- Ja jadę do centrum, w końcu mi dziś stażu nie odwołali. - Olivia sięgnęła po torbę.
- Jedź kochanie tylko ostrożnie. - Dziewczyna pocałowała babcię w policzek i ruszyła do korytarza. Zaczęła ubierać kurtkę, kiedy Dolly podbiegła do niej. - Olivia weź. - Podała jej mały,  plastikowy pojemnik. - Ciasteczka, upiekłam,  poczęstujesz doktora.
- Babciu nie trzeba było.
- Trzeba trzeba,  ty jedźle, a ja postawię tych dwóch na nogi.
- Powodzenia, Robin nadal śpi z nogami tam gdzie powinna leżeć głowa.
- Dam radę. - Olivia posłała jej uśmiech i wyszła na dwór. Wsiadła do samochodu kiedy usłyszała dzwonek telefonu.
- Kate ty żyjesz!
- To samo mogłabym powiedzieć o tobie.
- Co u ciebie?
- Oglądałam wczoraj mecz i jestem dumna z Robina. - Dziewczyna była widocznie zadowolona.
- O tak możesz być dumna z jego ogromnego kaca, którego nabawił się po meczu.
- Przestań,  musiał się zabawić.
- Ty naprawdę ślepo go kochasz. - Olivia się zaśmiała.
- Aż tak to widać.
- On tego nie widzi, więc musisz mu powiedzieć.
- Powiem, ale w odpowiednim czasie.
- Dobrze, zadzwonię wieczorem bo muszę jechać do ośrodka treningowego.
- Trzymaj się.
Olivia wcisnęła pedał gazu i wyjechała na ulicę. Dojechanie do ośrodka zajęło jej ponad godzinę, przez duże korki. Wbiegła do środka i zdyszana wpadła do skrzydła leczniczego.
- Spokojnie, przybiegłaś tu na piechotę? - Doktor Smith był wyraźnie rozbawiony.
- Doktorze bardzo przepraszam za spóźnienie ale...
- Olivia to nie jest wojsko każdemu się zdarza.
- Nie jest pan zły?
- Za co, ubieraj kitel dziś nie mamy dużo pracy bo nasza drużyna zabalowała.
- To oni tak zawsze?
- Przeważnie.
- Boże.
- Ale nie denerwuj się, upijają się tylko jak wynik przekroczy 4.
- Niech mnie pan nie straszy.
- Na przykład Kyle jest dziś w pracy.
- Co pan powie. - Olivia usiadła na krześle.
- Jest po odwyk, nie pije od zajścia z wypadkiem.
- Skąd pan wie o wypadku?
- Chris mi powiedział.
- Chris? - Olivia wytrzeszczyła oczy.
- Uważam go za przyjaciela, a on lubi mi się zwierzać. Jest zamknięty w sobie, ale udaję mi się czasem nakłonić go do rozmowy.
- Czemu pan mi to mówi?
- Tak tylko mówię. - Doktor uśmiechnął się pod nosem. - Dzisiaj też mi się zwierzał.
- Co? To Chris tu był?
- Pewnie nadal tu jest, poszedł posiedzieć na boisku. - Olivia pokiwała głową. - Jeśli chcesz możesz do niego iść.
- Ja? Nie, dlaczego.
- Jak wolisz, więc idź i posiedź z drużyną juniorów. - Dziewczyna wstała i podeszła do drzwi.
- Doktorze, to ja może pójdę do Chrisa. - Smith tylko pokiwał głową i po raz kolejny uśmiechnął się pod nosem.
Olivia weszła na boisko, rozejrzała się dookoła i zobaczyła go. Siedział na trybunach z głową schowaną w dłonie. Był zdenerwowany, poznała to bo szybko uderzał stopą o podłogę. W jednej chwili poczuła, że chce mu pomóc.

czwartek, 20 listopada 2014

Rozdział 15

- Proszę pana przecież jestem na liście. - Olivia pokazała ochroniarzowi swoje nazwisko palcem.
- Tak wiem, ale bez przepustki pani nie wpuszczę. - Otyły, wysoki mężczyzna powoli zaczynał działać jej na nerwy. Spojrzała na Emirates Stadion, na którym za chwilę miał zacząć się mecz z Norwich, a ona miała być dzisiaj głównym lekarzem drużyny.
- Proszę na mnie spojrzeć.  - Rozłożyła ręce.  - Czy ja wyglądam jak terrorysta?
- Wie pani, najciemniej pod latarnią. - Dziewczyna przewróciła oczami.
- Posłuchaj no koleś! - Zaczęła machać mu palcem przed twarzą.  - Jeśli komuś z drużyny stanie się krzywda,  a mnie tam nie będzie żeby mu pomóc,  to będzie twoja wina!
- Nauczy się pani nosić przepustkę. - Olivia wytrzeszczyła na niego oczy, a on cofnął się lekko.
- Zaraz ci przyłożę!
- Niech pani uważa, to była groźba do policjanta na służbie. - Mężczyzna poprawił swoją odznakę.
- A jaki z pana policjant, pewnie story tu pan i objada się pączkami,  a ja nie mogę wejść na stadion!
- Niech się pani uspokoi bo będę musiał panią wyprowadzić.
- Tylko spróbuj. - Spiorunowała go wzrokiem.
- Olivia jakiś problem? - Chris stanął obok niej i uścisnął rękę ochroniarzowi, w ręku trzymał butelkę wody, a na sobie miał zielony strój bramkarza.
- Dzięki Bogu, że jesteś. - Olivia wypuściła powietrze z ust.
- Wow, pierwszy raz mnie tak witasz.  - Uśmiechnął się zawadiacko.
- To nie czas na twoje denne teksty.
- No tak, powrót do rzeczywistości. - Chłopak wziął łyka wody.
- Ten pan nie chce mnie wpuścić na stadion.
- W porządku All. - Chris zwrócił się do ochroniarza. - Ona jest ze mną.  - Oboje weszli do środka drzwiami dla sportowców. Najpierw przez długi tunel, do czterech par drzwi, na jednych z nich widniał napis ,, szatnia".
- Dziękuję, nie wiem co bym bez ciebie zrobiła. - Chris znowu obdarzył ją uśmiechem.
- Twoje szczęście, że wyszedłem po telefon do samochodu.
- Wiesz gdzie jest mój tata?
- Pewnie już na boisku.
- Dzięki. - Szybkim krokiem zwróciła się ku wyjściu na murawę.
- Olivia! - Głos Chrisa odbił się od ścian. Odwróciła się szybko.
- Tak. - Podszedł do niej powolnym krokiem.
- Co byś powiedziała na mały buziak po wygranym meczu?
- Może lepiej kopniaka? - Chris zaczął się śmiać.
- Mówię serio, o wygranym meczu należy mi się buziak w policzek.
- Mama na pewno cię ucałuje.  - Poklepała go po policzku i znowu zaczęła iść.
- Całus jeśli będzie 5:0 dla nas! - Zatrzymała się po raz drugi i spojrzała w jego stronę.
- Dobra, ale tylko 5:0.
- Szy kuj się! - Pokazał w jej stronę palcem i zniknął za drzwi ami szatni. Dziewczyna roześmiała się i pokręciła głową. Podbiegła do ojca,  który siedział z Kylem na krzesełkach dla rezerwowych.
- Nareszcie, dziecko gdzie ty byłaś?  - Richard popatrzył na nią zdziwiony. - W naszej rodzinie to zwykle Robin się spóźnia.
- Długa historia. - Usiadła obok ojca, nie zwracając uwagi na Kyle'a.
- Zaraz zaczynamy. - Richard zatarł ręce.
Mecz przebiegał w dość nerwowej atmosferze tylko przez pierwsze dziesięć minut, po tym czasie Robin strzelił dwie bramki, a Chris obronił trzy. Olivia patrzyła na niego ukradkiem i stwierdziła, że jest naprawdę dobry. Gra trwała dalej, a Richard cały czas chodził obok linii boiska i coś krzyczał do zawodników.
- Nadal jesteś na mnie zła.  - Olivia spojrzała w prawo, gdzie siedział Kyle.
- Tak.
- Przepraszam,  co mam zrobić żebyś mi wybaczyła.
- Powinieneś przepraszać Chrisa i mojego brata, nie mnie. - Olivia patrzyła na brata, który właśnie pędził z piłką w kierunku bramki Norwich. Trafił,  a kibice oszaleli, nawet Chris krzyknął coś przy bramce. Może rzeczywiście będę musiała go pocałować,  pomyślała ale wyrwał ją z tego głos Kyle'a.
- To nie jest takie łatwe, oni grają nic im nie jest, a ja siedzę tu jak kaleka.
- Siedzisz tu na własne życzenie,  mogłeś nie wsiadać wtedy do samochodu. - Kyle złapał ją za rękę, a ona spojrzała na niego zaskoczona. - Przestań. - Próbowała zabrać dłoń, ale jej nie puszczał.
- Zależy mi na tobie, nie chcę żeby to się tak skończyło.
- Puść mnie Kyle.
Sędzia ogłosił koniec pierwszej połowy, a ona uwolniła się z uścisku chłopaka.
Richard poklepywał chłopaków po plecach, a Robinowi zmierzwił włosy.
- Mój chłopak!
- Tato ludzie patrzą. - Robin zaczął poprawiać włosy.
- Trzy zero. - Chris podszedł do Olivii z uśmiechem na ustach.
- Nie szczerz się tak to dopiero pierwsza połowa. - Olivia uśmiechnęła się przebiegle, a on kucnął obok niej, na co Kyle zrobił zmieszaną minę.
- Właśnie pierwsza połowa, to znaczy że w drugiej dostrzelimy jeszcze dwie bramki.
- Tak?
- Tak. - Oboje zaczęli się śmiać
- Chris! Chodz tu! Tobie też trzeba pogratulować. - Richard trzymał lekko poirytowanego Robina w ramionach. Chris posłał Olivi uśmiech i pobiegł w ich kierunku.
- Od kiedy wy się lubicie?
- Kyle to nie jest twoja sprawa, poza tym to dzięki tobie i twojej historii.
- Uważaj na niego.
- Jedyne na co powinnam uważać to ty.
- Nie bądź taka. - Chłopak próbował dotknąć jej policzka ale się odsunęła.
- Jaka? Obrażona, chłodna wiesz zazwyczaj jestem taka dla ludzi, którzy mnie oszukują.
- Przepraszałem cię.
- Był już taki jeden co ciągle mnie przepraszał, a potem nakryłam go z koleżanką ze studiów.
Druga połowa właśnie się zaczęła,  a Arsenal już wygrywał cztery zero. Richard był wniebowzięty,  a kibice szaleli.
- To kompletny kretyn. - Olivia przeniosła wzrok z Chrisa na Kyle'a.
- Kto? - Warknęła w jego kierunku.
- Ten, który cię zdradził.
- Nawet był podobny do ciebie.
- Olivia proszę cię.
- Nie proś i daj mi spokój. - Dziewczyna podeszła do ojca. Do końca meczu została niecała minuta, Olivia uśmiechnęła się cztery zero, Chris będzie musiał obejść się bez swojego całusa. Kątem oka spostrzegła Iana Carvera,  który biegł z piłką pod bramkę Norwich.
- O nie. - Spojrzała na zegarek, trzydzieści sekund. - Proszę nie traw. - Powiedziała cicho.
- Mecz zakończony. - Rozległ się głos komentatora. - Wynik pięć zero dla Arsenalu.
Olivia opuściła ręce, a Chris przesłał w jej kierunku czarujący uśmiech.





poniedziałek, 17 listopada 2014

Rozdział 14

Chris otworzył drzwi do domu i wszedł do środka. Rzucił torbę treningową obok schodów i udał się do kuchni. Otworzył lodówkę i wziął duży łyk soku pomarańczowego. Uśmiechnął się pod nosem, to był dobry dzień, stwierdził i udał się do ogrodu gdzie jego mama przycinała róże.
- Cześć. - Rzucił w jej kierunku. Odwróciła się i obdarzyła go uśmiechem.
- Chris, nie słyszałam jak wchodziłeś. Jak było na treningu?
- Zadziwiająco dobrze. - Usiadł na schodach tarasu. - Pomóc ci?
- Nie, już kończę. Zresztą nie masz talentu do kwiatów.
- Racja. Ojciec w domu?
- Nie, znasz tatę nadal jest w pracy. - Odkąd Henry Ross zakończył karierę bramkarza w narodowej drużynie Anglii, zaczął pracę w lokalnym klubie piłkarskim dla młodzieży,  co jak mówił uspokajało go. - Wróci wieczorem, a masz do niego jakąś sprawę?
- Ja? Do ojca?
- Synu ja wiem, że wasze relacje są napięte odkąd nie pozwoliłeś mu załatwić sobie miejsca w Arsenalu, ale postaraj się dla mnie.
- Nie wiem czy dam radę ale spróbuję. - Pogładziła syna po policzku.
- Chodź upiekłam dziś ciasto jabłkowe. - Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Wiesz jak mnie przekupić. - Po tych słowach poszedł z Alice do domu.
- Jutro mecz co? - Kobieta kroiła ciasto, starannie wyjmując każdy kawałek.
- Zobaczysz damy im popalić.
- Z tobą na bramce, nie wątpię. - Syn posłał jej dumny uśmiech.
- Jak dobrze być w domu! - Henry wszedł do środka i pocałował żonę w policzek, co robił dość rzadko, więc Chris wywnioskował, że ojciec ma dobry humor. - Synu, dziś wcześniej wróciłeś?
- To ty wróciłeś za późno. - Chłopak usiadł na jednym z krzeseł i zmierzył ojca wzrokiem.
- Może trochę się zasiedziałem.  - Mężczyzna spojrzał na zegarek.
- Co często ci się to zdarza.
- Chris. - Alice spojrzała na syna błagalnie, nie lubiła kiedy się kłócili. Pochwycił wzrok matki i pokiwał głową, ze zrozumieniem.
- Mam dla ciebie dwie wiadomości. - Henry usiadł na przeciwko chłopaka. - Jedną złą,  a drugą dobrą, od której mam zacząć?
- Jak chcesz. - Patrzył na niego obojętnie.
- Będę jutro na twoim meczu z Norwich.
- A to rzeczywiście jest zła wiadomość. - Chris oparł się o krzesło.
- Ale to była ta dobra. - Oburmuszył się ojciec.
- O. - Nic więcej nie udało mu się powiedzieć, a Henry wiedział że syn robi sobie z niego żarty. - No a ta prawdziwa zła wiadomość. - Zapytał widząc minę mężczyzny.
-  Twój brat nie wraca w tym miesiącu.
- Jak to? Przecież mówił...
- Wiem co mówił, ale zadzwonił, że nie może teraz wyjechać.
- To kiedy przyjedzie? - Alice podała talerz z jedzeniem Henremu.
- Powiedział, że zadzwoni. - Chris spojrzał na ojca i skrzyżował ręce na piersiach. James pracował jako lekarz sportowy w Glasgow i rzadko przyjeżdżał do domu. Był dwa lata straszy od Chrisa, ale mimo to dogadywali się świetnie, dlatego cały czas miał nadzieję, że James wróci i znajdzie pracę w Londynie, wtedy znowu byliby nierozłączni.
- Ja do niego zadzwonię, może coś się stało. - Alice poszła na górę, a Henry Spojrzał na Chrisa, który siedział ze wzrokiem wbitym w podłogę.
- Jak sobie radzisz na treningach? - Ojciec próbował odwrócić uwagę syna.
- Dobrze. - Odpowiedział sucho.
- Richard jest dorbrym trenerem, na razie rozmawiałem z nim tylko przez telefon, ale może się tam do was wybiorę.
- Jak chcesz. - Chris wzruszył ramionami i wstał od stołu.
- Czemu się tak zachowujesz? Co ja ci takiego zrobiłem? - Henry kręcił głową z niedowierzaniem. - Porozmawiajmy jak mężczyźni i nie zachowuj się już jak rozwydrzone dziecko! - Ojciec uderzył pięścią w stół. Chris spojrzał w kierunku schodów,  na których parę minut temu zniknęła mama i usłyszał jej głos, rozmawiała z Jemesem przez telefon. Wyprostował się i przyjął wściekły wyraz twarzy.
- Widzę, że sam nie potrafisz się domyślić więc wreszcie cię uświadomię.
- Zamieniam się w słuch. - Mężczyzna usadowił się na krześle.
- Mama myśli, że tak między nami jest bo nie wierzyłeś we mnie i sam chciałeś załatwić mi miejsce w Arsenalu.
- To było dawno i nie prawda, poza tym...
- Przestań mi przerywać bo zakończymy tę rozmowę. - Syknął Chris. - To była tylko moja bajeczka dla mamy.
- O czym ty mówisz? - Chris znowu spojrzał na schody.
- Trzy miesiące temu wyjechałeś na zgrupowanie.
- Tak.
- Tak powiedziałeś nam, a jakimś dziwnym trafem widziałem cię, całującego jakąś młodą panienkę pod hotelem Victoria. - Henry słysząc te słowa zamarł i otworzył szeroko oczy. - Zdradzasz matkę!
- Chris bądź cicho.
- Za długo byłem cicho, od trzech miesięcy ratuję ci tyłek!
- Posłuchaj to już dawno skończone. - Ojciec mówił przyciszonym głosem.
- Jeśli dowiem się, że mnie okłamałeś pójdę z tym do mediów rozumiesz.
- Chris to był błąd, bywałem wtedy mało w domu, potrzebowałem kogoś bliskiego...
- Przestań mi o tym mówić bo nie wytrzymam i dostaniesz w ryj. - Henry nie wiedział co powiedzieć.
- James wie? - Zapytał.
- Oczywiście, że wie! Myślę, że właśnie dlatego nie zajrzał do domu od trzech miesięcy.
- Ja już z tym skończyłem, przysięgam.
- Twoje słowo nic dla mnie nie znaczy, a co do mamy to nie martw się ja nie będę tym, który złamie jej serce, ale powtarzam ci po raz drugi. - Nachylił się do ojca i spojrzał mu w oczy. - Jeśli dowiem się, że twój romansik nadal trwa całe media w Londynie będą miały nową sensację, a ja udam przed mamą,  że pierwszy raz o tym słyszę. Brzydzę się zdradą i jeśli jeszcze raz zrobisz coś takiego, własnoręcznie wrzucę cię z domu.
- To już skończone Chris. - Chłopak wyprostował się, a do kuchni weszła Alice.
- Coś się stało? - Zapytała z troską.
- Nie mamo, mieliśmy z tatą małą pogawędkę. - Chris obdarzył Henrego szyderczym uśmiechem i szybkim krokiem opuścił kuchnię.


Kochani! Dziękuję za komentarze :D dodajecie mi energii <3




sobota, 15 listopada 2014

Rozdział 13

- Ale może zostaniesz jeszcze trochę? - Dolly odprowadzała Chrisa do drzwi, a Olivia tylko szła za nią i próbowała się nie roześmiać.
- Nie, naprawdę siedziałem już za długo. - Chłopak ubierał kurtkę.  - Poza tym przyszedłem długo przed pani powrotem.
- No szkoda. - Kobieta posmutniała.
- Babciu Chris na pewno jeszcze nas odwiedzi. - Olivia położyła jej dłoń na ramieniu.
- Olivia ma rację, zresztą nie wytrzymałbym długo bez pani ciasteczek.
- To daj znać jak będziesz wpadał, upiekę więcej. - Olivia parsknęła śmiechem,  a Chris odsłonił białe zęby.
- Oczywiście. - Złapał za klamkę. - Do widzenia i do zobaczenia na treningu.
- Pa. - Dziewczyna zamknęła za nim drzwi.
- No. - Dolly podparła się pod boki. - To po co przyszedł?
- Babciu!
- Nie stękaj! I nie uciekaj do kuchni. - Kobieta popędziła za wnuczką.
- Przyszedł pogadać to wszystko.
- Przecież go nie lubisz.
- Ale mnie przeprosił i daliśmy sobie drugą szansę.
- Wiedziałam, że ci się spodoba. - Dolly klasnęła w dłonie.
- Babciu! Wcale mi się nie podoba. - Olivia zmierzyła kobietę wzrokiem.
- Oj przestań to sympatyczny i przystojny chłopak.
- To może tobie się podoba? - Dziewczyna skrzyżowała ręce na piersiach i obie z babcią zaczęły się śmiać.
- No dobrze kochanie, przyszedł porozmawiać ale kiedy przyszedł?
- Dwie godziny temu. - Wzruszyła ramionami.
- Aż tyle z tobą siedział? - Kobieta o mało się nie zapowietrzyła.
- Zagadaliśmy się. Babciu nie rób takiej miny. - Olivia rzuciła w nią winogronem.
- Pasowalibyście do siebie. - Dolly miała rozmarzony wzrok, a wnuczka uderzyła ją lekko ściereczką do wycierania naczyń.
- Babciu ale mam prośbę. - Dziewczyna usiadła obok kobiety i złapała ją za rękę.- Nie mów tacie i Robinowi,  że Chris tu był. Będą się śmiali to znaczy Robin będzie,  a tata wiesz jaki on jest w stosunku do chłopaków szczególnie piłkarzy.
- Nie martw się słonko nic nie powiem. - Poklepała ją po dłoni. - Twój tata zacząłby od razu mówić o tym, że piłkarze są najgorszymi mężami.
- Nic mi nie mów. - Olivia pokręciła głową. - Skąd on to wziął, przecież sam był kiedyś piłkarzem i był cudownym mężem.
- Może obwinia się, że mama was zostawiła.
- Babciu. - Olivia podniosła się z krzesła. - Ona sama tak wybrała i to na pewno nie była wina taty.
- Ja też tak uważam ale twój tata ma bardzo krytyczny stosunek do siebie. - Obie spojrzały w stronę korytarza do którego wszedł Richard z Robinem. W rękach trzymali farby i dodatkowe materiały budowlanymi.
- Umieram. - Robin opadł na krzesło przy stole.
- Nie przesadzaj synu. - Mężczyzna wszedł za nim do kuchni i sięgnął po szklankę wody.
- To gorsze niż treningi! - Robin odchylił głowę do tyłu. - Synu idź po farby, synu znajdź płytki, synu zmierz mi te deski. - Powiedział głosem ojca. - Chciałeś żebym wyzionął ducha! - Olivia przytuliła brata i zaczęła się śmiać.
- Nasz biedny Robin, pomyśl że czeka cię jeszcze remont garażu z tatą. - Richard uśmiechnął się do syna, podnosząc szklankę, a ten ukrył twarz w dłoniach i jęknął.
- Zabijcie mnie.
- Jesteście głodni? - Dolly wstała i podeszła do lodówki.
- Babciu ty się jeszcze pytasz? - Robin się wyprostował. - Umieram z głodu.
Cała czwórka zaczęła się śmiać.


Chris rzucił się w prawo i obronił kolejną piłkę. Jego drużyna wydała z siebie okrzyki radości. Spojrzał w lewo i zobaczył Olivię, schodzącą po schodach. Była ubrana w czarne dżinsy i błękitną bluzę z kapturem. Jej jasne włosy były związane w kucyk, co odejmowało jej lat. Chłopak uśmiechnął się pod nosem, kiedy trener ogłosił przerwę. Wolnym krokiem zajął miejsce obok Olivii na trybunach.
- Już nie siadasz na miejscu rezerwowych? - Zapytał, a ona podniosła na niego wzrok znad notatek.
- Nie chcę oberwać piłką, wiadomo kogo teraz weźmiesz na cel.
- Oj przestań, poza tym to Lucas nie umie strzelać. - Olivia wybuchnęła śmiechem.
- Jeśli o mnie chodzi Kyle może dostać taki prezent jeszcze raz.
- O, to witam panią w drużynie Robina i Chrisa. - Chłopak mrugnął do niej i rozciągnął się. - Chyba potrzebuję odpoczynku.
- Wszyscy go potrzebują.
- Chciałbym zrobić coś szalonego, takiego żebym odprężył się i rozbawił jednocześnie.
- To brzmi groźnie. - Chris spojrzał na dziewczynę, a potem na Richarda,  który rozmawiał z Kylem.
- Chodź coś ci pokażę. - Poderwał się z siedzenia.
- Nie, muszę obserwować piłkarzy.
- Poobserwujesz jednego a  konkretnie. - Zmarszczyła brwi. - Dobra to zabrzmiało dziwnie.
- No co ty. - Cicho się zaśmiała.
- Chodź. - Złapał ją za rękę i pociągnął za sobą.
- Ale trening!
- Zawsze jesteś taka? - Weszli po schodach na korytarz.
- Jaka?
- Sztywna.
- Ha! Ja sztywna? - Olivia zatrzymała się i spojrzała na niego.
- Nie, no co ty. Jesteś wyluzowana jak plastelina. - Chris wykonał lekki ruch biodrami.
- Sarkazm, rozumiem chcesz mnie zdenerwować.
- Gdzieżbym śmiał. - Zrobił poważną minę i zaczął się śmiać. - No chodź,  bo sądząc po twojej minie zaraz mi przyłożysz. Pokręciła głową i poszła za nim w głąb korytarza. Skręcił w prawo i obejrzał się czy Olivia za nim idzie. Stanął przed dużymi drzwiami, pchnął je i wszedł do środka. Jej oczom ukazał się ogromny, turkusowy basen z filarami obok, co nadawało pomieszczeniu dużo uroku. Chris podszedł do niej i uśmiechnął się szeroko. - I co sądzisz?
- To, naprawdę świetne miejsce. Tylko po co tu przyszliśmy? Chyba nie chcesz mnie utopić? - Zażartowała i oboje wybuchnęli śmiechem.
- Chcę zrobić coś szalonego, pamiętasz. - Spojrzała na niego pytająco i nagle zrozumiała o co mu chodzi.
- O nie, nie zrobisz tego. - Zaczęła kręcić głową i wycofywać się do wyjścia. Zbliżał się do niej z uśmiechem na ustach.
- W klubie mamy taki zwyczaj, każdego nowego zawodnika trzeba ,,ochrzcić".
- Ale ja nie jestem zawodnikiem. - Szybko chciała złapać za klamkę, lecz jej stopy oderwały się od ziemi i chłopak trzymał ją w swoich silnych ramionach.
- Twój brat nakazał mi wykonanie tego zadania. - Zaczęła się śmiać i spojrzała na jaśniejącą w niebieskim świetle taflę wody.
- Nie, proszę cię. - Śmiała się, ale nie próbowała wyrywać. Chris jednym zgrabnym ruchem wrzucił ją do wody. Basen przywitał ją lekkim chłodem, a włosy uniosły się pod wodą. Wypłynęła na powierzchnię i krzyknęła. - Nie umiem pływać! - Łyknęła trochę wody. - Chris z miną przerażenia wskoczył do wody i szybko do niej podpłynął.
- Ten wariat nie powiedział, że nie umiesz pływać! Nic ci nie jest? - Złapał ją w talii i uniósł w wodzie. Popatrzyła na niego poważnie i po chwili wybuchnęła śmiechem. - Nie. - Pokręcił głową, a ona pękała ze śmiechu. Zanurzyła jego głowę w wodzie i sama odpłynęła kawałek dalej. Chłopak wynurzył się i potrząsnął głową, aby wysuszyć włosy. - Zapłacisz za to! - Zażartował i zaczął płynąć w jej kierunku, a ona nie przestawała się śmiać.

Przepraszam za długą przerwę :D i dziękuję za komentarze! Jesteście bardzo aktywni. :D





niedziela, 9 listopada 2014

Rozdział 12

- Jesteś tego pewna? - Robin stał za siostrą,  kiedy rozczesywała włosy. - Po co psuć sobie sobotę.
- Chcę z nim porozmawiać,  poza tym jak już wspomniałeś jest sobota. Nie ma treningów, nie muszę iść na praktyki nic nie popsuje mi tego dnia, a na dodatek zamierzam wykorzystać wolne na coś pożytecznego. - Związała włosy w wysoki kucyk i odeszła od toaletki.
- Wykorzystać na kłótnię z Kylem, to ma być pożyteczne? - Robin zszedł za nią do kuchni.
- Jeśli to go czegoś nauczy to tak. - Wzięła jabłko do ręki i rzuciła bratu.
- Dobra, a co jeśli on się wkurzy i będzie agresywny wobec ciebie.
- Nie przesadzaj, sam mówiłeś, że mu się podobam. - Usiadła na blatach i zaczęła wymachiwać nogami.
- No nie wiem,  mnie z tatą nie będzie, babcia wyszła do koleżanki.
- Znam numer na policje.
- To nie jest śmieszne.
- Robin proszę cię, nie bądź zrzędliwy.
- Dobra, masz rację prędzej ja zginę z tatą na zakupach niż ty tutaj.
- Właśnie.  - Olivia klasnęła w dłonie. - Zakupy ojca z synem, zapomniałam, że macie remontować garaż.
- To będzie epickie uwierz mi.
- Nie wątpię. - Mrugnęła do niego. - Już widzę te nagłówki. - Nakreśliła wzór w powietrzu. - Robin White robi zakupy ze swoim tatusiem. - Brat dał jej kuksańca w bok, a ona zaczęła się śmiać.
- Robin gotowy? - Richard zszedł na dół i zawiązywał krawat.
- Tatku.  - Olivia zeskoczyła z blatów,  nie mów że idziesz do sklepu budowlanego w krawacie.
- A co? Nie pasuje?
- Wyglądasz jak grabarz. - Robin posłał mu łobuzerski uśmiech.
- Tato muszę to powiedzieć. Robin ma rację.
- No skoro tak mówicie. - Mężczyzna zdjął krawat i oddał go córce.
- Znacznie lepiej pochwaliła go.
- Tak teraz wyglądasz jak grabarz, który ma wolne.
- Idź i lepiej wyprowadzić samochód z garażu. - Robin przewrócił oczami i wyszedł z domu. - A ty masz jakieś plany?
- Posiedzę w ogrodzie i poczytam, w Londynie taka pogoda to rzadkość więc będę korzystać.
- Dobrze słonko,  jakby co to dzwoń. - Pocałował córkę w głowę i zniknął za drzwiami. Olivia popatrzyła przez okno jak odjeżdżają i poszła do salonu. Położyła się na kanapie i włączyła telewizor. Przełączyła kilka kanałów i zobaczyła go w telewizji. Mówili o Chrisie, o jego talencie i o tym, o co nigdy by go nie posądziła. Co miesiąc wpłacał ogromne sumy pieniędzy na dom dziecka. Wyprostowała się i uważniej spojrzała w telewizor. Zdjęcia Chrisa z dziećmi wywołały na jej twarzy uśmiech. Może wcale nie był takim złym człowiekiem za jakiego go uważała. Z zamyślenia wyrwał ją dzwonek do drzwi. Włączyła telewizor i poszła do przedpokoju. Do środka wszedł Kyle z bukietem róż w dłoni.
- Cześć. - Powiedział i posłał jej czarujący uśmiech.
- Cześć. - Rzuciła chłodno i z pogardą spojrzała na kwiaty. - Jeśli to dla mnie to nawet mi ich nie dawaj.
- Ale...
- Idź do salonu, zaraz ci wszystko wyjaśnię. - Chłopak zrobił to co kazała i usiadł w fotelu. On zajęła miejsce na przeciwko i zaczęła.
- Oszukałeś mnie.
- Co?
- Och proszę cię, mam dość ze faceci udają, że nie wiedzą o czym mówię.  Oszukałeś mnie i dobrze wiesz w czym.
- Ja...
- Jeszcze nie skończyłam. Przez ciebie o mało nie straciłam drugiego brata, a Chris doznał poważnej kontuzji. Mało tego, gdyby ktoś wtedy szedł tym poboczem zabiłbyś go! I po co wymyśliłeś tą historię o Chrisie. Tak naprawdę to dzięki niemu się tam nie wykrwawiłeś.
- Przepraszam. - Chłopak zwiesił głowę.
- Przepraszam? Co ty sobie w ogóle myślałeś?
- Nie chciałem żebyś myślała o mnie źle.
- Trochę na to za późno poza tym...
- Olivia nie rozumiesz? Podobasz mi się!  - Dziewczyna zamilkła,  a on patrzył na nią z lekkim niepokojem. - Nie chciałem mówić ci prawdy bo wiedziałem,  że mnie znienawidzisz. - Na jej twarzy pojawiło się zaskoczenie. - Powiedz coś.
- Chyba lepiej będzie jak już pójdziesz. - Wstała i otworzyła mu drzwi.
- Porozmawiaj ze mną. - Podszedł do niej ale się odsunęła.
- Idź. - Kyle jeszcze raz na nią spojrzał i wyszedł bez słowa. Zamknęła za nim drzwi i poszła do kuchni, gdzie wypiła kubek zimnej wody, kiedy nagle usłyszała dzwonek. Szybkim krokiem poszła do korytarza.
- Przecież mówiłam ci żebyś sobie poszedł! - Krzyknęła ale jej oczom nie ukazał się Kyle lecz Chris.
- Ciebie też miło widzieć.  - Powiedział bez odrobiny entuzjazmu.
- Czego chcesz? Robina nie ma. - Chciała zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, ale ją powstrzymał.
- Ja nie do Robina.
- Taty też nie ma. - Kolejna nieudana próba zamknięcia drzwi.
- Przyszedłem do ciebie. - Spojrzał na nią spod byka. Olivia zrobiła minę jakby zobaczyła ducha.
- Do mnie? Po co?
- Może jak mnie wpuścisz to się przekonasz. - Przygryzła dolną wargę w zastanowieniu, ale po chwili wpuściła Chrisa do domu.
- Mów o co chodzi.
- Spokojnie, daj mi zdjąć kurtkę.
- Nie zostaniesz tu długo, więc nie ma takiej potrzeby. - Oparła się o ścianę, a Chris ignorując ją zajął miejsce w kuchni. Poirytowana poszła za nim. - Co ty wyprawiasz?
- Wszystkich gości tak traktujesz? - Zapytał podnosząc jedną brew.
- Ty nie jesteś gościem tylko intruzem.
- Zabolało wiesz.
- Przestań!  Boże jak ty mnie denerwujesz. - Ukryła twarz w dłoniach.
- Mógłbym powiedzieć to samo, ale nie po to tu przyszedłem. - Wstał z krzesła i podszedł do niej. Otworzył usta, ale nie wydobyły się z nich żadne słowa. - Olivia spojrzała na niego pytająco.
- Słucham.
- Dajmy sobie drugą szansę.  - Wypalił,  a ona zrobiła duże oczy.
- Co?
- Chodziło mi o to, żebyśmy się pogodzili.
- Aha. - Nic więcej nie udało jej się powiedzieć.
- Ale to był chyba zły pomysł. - Chris skierował się do drzwi i wyszedł z kuchni. Po chwili wrócił. - Ale skoro już tu jestem możemy spróbować.
- To chcesz się godzić czy wyjść,  bo trochę mnie zmyliłeś. - Olivia nadal stała jakby ktoś przybił ją do podłogi.
- Dobra, ja zacznę. Przepraszam za ten incydent z chilriderkami. - Podniosła na niego oczy.
- I myślisz, że jedno przepraszam i wtargnięcie do mojego domu wszystko załatwi?
- Szczerze mówiąc tak, tak właśnie myślę.
- Idź sobie. - Wypaliła ze wzrokiem wbitym w ścianę.
- Dobra.  - Chłopak minął ją i wyszedł z kuchni. Uderzyła się ręką w czoło i pobiegła za nim. Schodził już po schodach na podwórko.
- Chris, poczekaj! - Odwrócił się w jej stronę. - Ja też przepraszam za to, że oskarżyłam cię o ten wypadek.
- I za co jeszcze?
- Nie przeginaj. - Posłał jej łobuzerski uśmiech. - Zacznijmy od nowa. - Zeszła do niego o kilka stopni w dół. - Jestem Olivia. - Wyciągnęła do niego rękę.
- A ja Chris. - Uśmiechnął się do niej, tym razem bez cienia złośliwości.
- Masz ochotę na herbatę? - Chłopak pokiwał głową i oboje weszli do środka.

sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 11

Olivia szybkim krokiem szła do szatni, gdzie jej brat przebierał się po treningu. Prawie wszyscy już wyszli, został tylko Chris i Robin czyli osoby z którymi miała do pogadania. Popchnęła drzwi szatni i weszła do środka. Robin spojrzał na nią zaskoczony, wycierając głowę ręcznikiem.
- Hej, coś się stało? - Zapytał zdziwiony.
- Dlaczego nie powiedziałeś mi, że miałeś wypadek? - Robin otworzył buzię ze zdumienia.
- O czym ty...
- Nie udawaj, że nie wiesz o co mi chodzi! Gdzie jest ten drugi? - Rozejrzała się w poszukiwaniu Chrisa.
- Poszedł po torbę do samochodu, ale...
- Czy to było wtedy jak nosiłeś kołnierz ortopedyczny na szyi? No jasne, że to wtedy teraz sobie przypominam. Powiedziałeś mi, że nadwyrężyłem się na treningu! - Dziewczyna była u skraju wytrzymałości.
- Nie chciałem cię martwić, poza tym skąd ty to wiesz?
- Kyle wszystko mi opowiedział!
- To dziwię się,  że wściekasz się na mnie. - Robin rozłożył ręce.
- Masz rację,  to na niego powinnam się wściekać!  - Spojrzała na Chrisa, który wszedł do szatni z zdezorientowaną miną.
- Okej. - Zaczął. - Za co tym razem?
- Czy ty idioto,  nie wiesz że nie wsiada się po pijaku za kierownicę!? Mogłeś ich zabić ty... - Olivia o mało nie wydłubała Chrisowi oczu, gdyby Robin jej nie złapał.
- O czym ty mówisz? - Chris wyglądał na jeszcze bardziej zdziwionego.
- O tym, że prowadziłeś po pijanemu, przez ciebie Kyle nie może grać, a mój brat mnie okłamał!
- Nie no dobre.  - Chris zaczął się śmiać. - Niech zgadnę Kyle ci tak powiedział?
- Powiedział.  - Olivia prawie zabiła go wzrokiem.
- Siostra posłuchaj Kyle...
- Co teraz się wszystkiego wyprzecie? Wszystko już wiem, jak nie chcieliście,  żeby to trafiło do mediów,  jak Chris pokłócił się  Kylem i wsiadł po pijanemu do samochodu.
- Kto, że ja wsiadłem po pijanemu? - Chris wyglądał na zdenerwowanego.  - Tak ci powiedział ten twój chłoptaś, tak? A może wysluchasz prawdziwej wersji wydarzeń i wreszcie przejrzysz na oczy!
- Chris! - Robin próbował uspokoić przyjaciela.
- Wiesz co mam gdzieś twoją wersję. - Olivia trzasnęła drzwiami i pobiegła do samochodu,  zostawiając ich samych.
- No leć za nią! - Chris kopnął w jedną z ławek.
- I tak już jej nie dogonię, porozmawiam z nią w domu.
- Ty w ogóle słyszałeś co ten bałwan jej naopowiadał? Nie ja idę do niego. - Chris podwiną rękawy bluzy i ruszył w kierunku schodów. Robin stanął mu na drodze.
- Pójdziesz, przywalisz mu i co? - Zapytał przyjaciela, który z nerwów cały zesztywniał.
- Ulży mi.
- Chris!
- Co!?
- Zostaw go, mój ojciec nie toleruje walk w drużynie, chcesz przez tego bałwana wylecieć z klubu? - Chłopak przegarnął włosy palcami i usiadł na ławce.
- Masz rację, nie warto ale jeszcze jeden taki numer, a pożałuje.
- Wtedy to i ja ci pomogę. - Robin założył kurtkę i poklepał przyjaciela po ramieniu. - Jadę porozmawiać z siostrą,  wszystko jej wyjaśnię.
- Jeśli będzie chciała cię słuchać.
- Mam zapasowy klucz do jej pokoju, nie ucieknie przede mną. - Chłopak uśmiechnął się złośliwie i wyszedł na dwór. Wsiadł do samochodu, gdzie czekał już jego ojciec.
- Co tak długo? - Zapytał Richard, odkładając gazetę do schowka.
- Miałem sprawę z Chrisem do obgadania. - Robin zapiął pas i wcisnął pedał gazu.
- Czemu twoja siostra odjechała w takim pośpiechu?
- Nie mam pojęcia ale jak pojadę do domu to się dowiem.
- Może ja z nią porozmawiam?
- Lepiej nie tato. Ona jest teraz strasznie złośliwa to pewnie przez te kobiece sprawy, wiesz o co mi chodzi. - Spojrzał na odbicie ojca w lusterku.
- A tak masz rację,  lepiej nie będę się mieszał ty jesteś bratem, z tobą na pewno lepiej pogada.
Kiedy wreszcie dotarli do domu, Robin zaparkował przed garażem i wszedł do domu, spotykając się z surowym spojrzeniem babci.
- To ja pójdę pod prysznic, ładnie pachnie mamo czyżby zupa serowa? - Richard zdjął buty, a babcia rozpromieniła się na chwilę.
- Tak, ugotowałam bo wiem jak ją lubisz.
- Zjem jak tylko się wykąpie. - Kiedy zniknął za drzwiami łazienki,  uśmiech z twarzy babci tez gdzieś wyparował.
- Co ty zrobiłeś swojej siostrze? - Rzuciła w jego kierunku.
- Ja? Czemu myślisz,  że to ja?
- Bo kazała mi trzymać cię z daleka od jej pokoju.
- Babciu muszę z nią porozmawiać...
- Ani mi się waż! - Pogroziła mu palcem. - Nie wiem jakiego piwa tym razem,  naważyłeś ale ja nie pomogę ci go wypić!
- Dobrze nie zbliżę się do jej pokoju, mogę już iść do siebie?
- Idź.  - Machnęła na niego ręką i weszła do kuchni. Chłopak pokonał schody na górę w kilku susach. Wyjrzał przez barierkę, czy aby babcia go nie śledzi i wyjął z kieszeni klucz do pokoju siostry, o którym opowiadał Chrisowi. Szybkim ruchem przekręcił go w zamku i wszedł do środka.  Nie zdążył się odwrócić,  a już dostał poduszką w głowę.
- Skąd masz klucz do mojego pokoju? - Jego siostra była wściekła.
- Dorobiłem. - Widząc minę siostry szybko dodał. - Tak na wszelki wypadek.
- Jasne. - Zrobiła obrażoną minę i opadła na łóżko. Robin zrobił niepewny krok w przód bo siostra trzymała w rękach jeszcze jedną poduszkę.
- Chcę z tobą porozmawiać. Mogę? - Usiadł na krześle przy biurku.
- Skoro już tu wtargnąłeś to słucham. - Siostra nadał była nie w sosie.
- Kyle powiedział ci, że to Chris prowadził samochód,  a ja chciałbym powiedzieć ci moją wersję wydarzeń.  - Widząc jej minę mówił dalej. - Oczywiście uwierzysz komu chcesz, po prostu mnie wysłuchaj. Dasz radę?
- Mów, jesteś moim bratem. Znając ciebie i tak nie dałbyś mi spokoju.
- Ach jak ty mnie znasz. No dobrze, więc jak już pewnie wiesz, ja, Chris i Kyle byliśmy przyjaciółmi. Po śmierci Johna to oni postawili mnie na nogi. Chodziliśmy na imprezy, mecze lub po prostu na miasto. Lubiłem to, pozwalali mi zapomnieć o tym co działo się u nas w domu. Któregoś dnia Chris zadzwonił do mnie i powiedział, że Kyle zawiezie nas na otwarcie nowego klubu. Na początku nie chciałem iść ale mnie namówili. Kiedy tam dojechaliśmy ustaliliśmy,  że Kyle jest dziś kierowcą i nie będzie pił. Jednak po pewnym czasie w klubie, Chris zauważył, że Kyle przystawia się do jakiejś dziewczyny, której ewidentnie się to nie podoba. Chris poszedł w ich kierunku, a ja za nim. Zobaczyliśmy,  że Kyle jest kompletnie pijany, a ta dziewczyna przerażona. Chris zaczął go od niej odciągać, ale Kyle był agresywny, prawie go uderzył więc Chris go puścił i powiedział, że wezwie mu taksówkę. Kyle wtedy zaczął coś krzyczeć i wybiegł na parking, a my za nim. Wyjął kluczyki i zaczął otwierać samochód, a potem do niego wsiadł.  Chris podbiegł do niego i złapał się za szybę, próbował zmusić go żeby nie wsiadał bo jest pijany, ale on nie chciał go słuchać. Chris nie zastanawiał się ani chwili u usiadł na miejscu, pasażera,  a ja z tyłu. Kazał mi wysiąść ale go nie posłuchałem. Wtedy Kyle wyjechał na ulicę, a Chris nadal próbował go powstrzymać, zanim się nie obejrzałem byliśmy już w rowie.
- Ale... - Olivia miała szeroko otwarte oczy. - Kyle powiedział, że to Chris wtedy prowadził,  że to on się upił i spowodował wypadek.
- Kłamał. Kiedy wpadliśmy do rowu, mi nic się nie stało byłem przytomny i mogłem się ruszać.  Wysiadłem i pobiegłem do przodu. Chris miał zakrwawioną twarz i stękał z bólu, miał połamane żebra. Chciałem wezwać pogotowie ale Kyle mi zabronił,  powiedział że nikt nie może się o tym dowiedzieć. Wtedy Chris zadzwonił po Jamesa, swojego brata. On zawiózł ich do szpitala gdzie Kyle opowiedział o ściance wspinaczkowej. Od tamtej pory nie może grać i obwinia za to nas.
- Przecież to nie wasza wina, że mieliście wypadek!
- Czyli mi wierzysz?
- Robin, jesteś moim bratem i oprócz tej sprawy z kołnierzem nigdy mnie nie oszukałeś,  jasne że uwierzę tobie a nie kolesiowi, którego znam parę tygodni.


czwartek, 6 listopada 2014

Rozdział 10

Olivia odprowadziła Chrisa wzrokiem i spojrzała na brata, który coś do niego mówił.  Miała wielką ochotę podejść do nich i wykrzyczeć,  żeby nie wtrącali się w nieswoje sprawy, jednak powrót Kyle'a ją powstrzymał.
- Dziwny ten twój tata, z tego nawału obowiązków zapomniał, że miałem przynieść słupki. - Olivia spojrzała z oburzeniem na Chrisa, który pomachał jej z uśmiechem. Pokręciła tylko głową z niedowierzaniem.
- Olivia słyszysz?
- Co? Tak słucham. - Oderwała wzrok od chłopaków i skupiła się na Kyle'u.
- Coś się stało?
- Nie, dlaczego. - Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Chris coś ci powiedział?
- Nie. - Zajęła się notatkami.
- Olivia. - Spojrzał na nią podejrzliwym wzrokiem.
- Nic mi nie powiedział, poprostu zauważyłam, że nie przepadacie za sobą.
- Myślałem,  że nie zauważysz.
- Bo jestem ślepa. Chyba każdy w klubie widzi, że jest między wami konflikt. - Olivia usiadła po turecku i spojrzała na Kyle'a z zaciekawieniem. - No słucham.
- Co?
- Chcę wiedzieć czemu się nie lubicie.
- To nie jest ciekawy temat. - Chłopak pokręcił głową.
- To nic, może mnie zaciekawi.
- Nie odpuścisz co?
- Nie. - Posłała mu łobuzerski uśmiech.
- Nie wiem od czego zacząć.  - Chłopak przegarnął włosy ręką.
- Może od początku. - Olivia odłożyła notes.
- Więc,  ja, Chris i Robin byliśmy kiedyś najlepszymi przyjaciółmi.
- Mój brat się z tobą przyjaźnił?  - Dziewczyna była zaskoczona.
- Zaraz ci wszystko wyjaśnię. Wszyscy trzej byliśmy nierozłączni. Jak zginął  twój brat to ja i Chris wyciągaliśmy Robina z domu, aby tak nie cierpiał.  Chodziliśmy na imprezy, jeździliśmy na mecze innych drużyn,  albo po prostu siedzieliśmy i gadaliśmy. Więcej niż półtora roku temu, Chris wpadł na pomysł abyśmy poszli na otwarcie nowego klubu. Wzięliśmy samochód i pojechaliśmy. Umówiliśmy się, że jeden z nas prowadzi i nie będzie pił tego wieczoru. Jednak po godzinie w klubie ja i Chris pokłóciliśmy się. On szybko wyszedł na parking, był już lekko pijany, mimo że obiecywał że to on prowadzi i będzie trzeźwy. Razem z Robinem próbowaliśmy go jakoś powstrzymać, wsiedliśmy z nim do samochodu,  ale nie dał nic sobie powiedzieć i wyjechał na ulicę. Próbowałem go uspokoić,  prosiłem żeby się zatrzymał, ale on nie słuchał. Krzyczałem na niego ale to nic nie dało, zanim się obejrzałem wypadliśmy z drogi, uderzyliśmy o barierę i wylądowaliśmy w rowie.
- To niemożliwe mój brat nigdy mi o czymś takim nie mówił.  - Olivia pokręciła głową.
- Twojemu brata na szczęście nic się nie stało, bo siedział z tyłu. Chris miał złamane trzy żebra i przeciętny łuk brwiowy, a ja doznałem złamania otwartego nogi od tamtej pory nie mogę grać.
- To dlatego nie rozmawiasz z Chrisem,  bo to przez niego nie grasz.
- Dokładnie.
- Ale co ma z tym wszystkim wspólnego Robin?
- Stanął po jego stronie kiedy to się stało, ja chciałem zawiadomić prasę a oni nie chcieli bo to zaszkodziłoby Chrisowi. Robin odwiedził mnie w szpitalu i powiedział,  że nikt się o tym nie dowie. Potem wymyśliliśmy bajeczkę o tym, że obaj z Chrisem spadliśmy ze ścianki wspinaczkowej, prasa w to uwierzyła bo często tam jeździliśmy.
- Ale co z samochodem? I nie było żadnych świadków wypadku? Poza tym chyba wezwaliście karetkę.
- Samochód był mój, więc szybko oddałem go do naprawy, a karetki nie wzywaliśmy bo byliśmy się, że ktoś się o tym dowie, więc Chris zadzwonił po swojego starszego brata, który jest lekarzem.  On zawiózł nas do szpitala i potem wrócił po mój samochód.
- Jak Robin mógł mi o tym nie powiedzieć. - Dziewczyna ukryła twarz w dłoniach.
- Olivia. - Kyle złapał ją za rękę. - To było pół roku po śmierci Johna, kolejny wypadek samochodowy nie wpłynąłby na ciebie dobrze.
- Ja nie wiem co mam o tym myśleć,  jeszcze zostawił ciebie i trzyma stronę tego drania.
- Spokojnie. - Kyle puścił jej rękę i przytulił ją mocno, kiedy Chris obserwował ich uważnie ze środka boiska.

wtorek, 4 listopada 2014

Rozdział 9

Chris siedział przy swojej szafce w szatni i wiązał sznurówki swoich sportowych butów. Sięgnął po koszulkę i założył ją szybko. Za chwilę miał rozpocząć się trening, a on zamiast myśleć o piłce, myślał o tej zadziornej dziewczynie. Jeszcze nigdy nie spotkał kogoś takiego, zazwyczaj dziewczyny same się do niego lepiły, a ona? Odpycha go i jeszcze obraża. Przygryzł dolną wargę, wspominając wczorajszą kłótnię, może rzeczywiście przesadził i powinien przeprosić. Nie, to ona obraża się za byle co. Z zamyślenia wyrwał go Robin, który klepnął go w plecy.
- Jak tam Chris? - Przyjaciel jak zwykle był w dobrym humorze.
- Może być. - Chłopak podniósł się i przeciągnął.
- No i co myślisz o mojej siostrze? Nadaje się tu?
- O tak. - Odpowiedział z drwiącym uśmiechem.
- To super dziewczyna, prawda?
- Oczywiście.  - Kolejny wymuszony uśmiech.
- Coś nie tak? - Robin spojrzał na przyjaciela.
- Przecież mówię, że super dziewczyna. - Chris oparł się plecami o szafkę.
- Olivia jest naprawdę cudowna ale mimo wszystko denerwuje mnie, to że Kyle się koło niej kręci ale ciebie to chyba nie interesuje. - Chris jakby się ożywił.
- Nie, no jestem twoim przyjacielem. To mówisz, że Kyle podrywa Olivię. - Skrzyżował ręce na piersiach.
- Nie tylko podrywa już był z nią nawet w kinie.
- Co ty nie powiesz. - Chris potarł palcem podbródek.  - I co jeszcze?
- Wiem, że często do niej dzwoni bo Olivia wtedy zamyka się w łazience. - Robin wzruszył ramionami.
- Myślisz, że on jej się podoba?
- Nie wiem, ale myślę, że ona po prostu szuka kogoś z kim może porozmawiać.
- Przecież ma ciebie i babcię.
- Tak ale wiesz o co mi chodzi, ktoś spoza rodziny komu mogłaby zaufać. No wiesz.
- Nie, nie wiem. Poza tym mówiłeś,  że ma przyjaciółkę.
- Chodzi mi o chłopaka przy którym czułaby się bezpieczna, rany ciężko się dziś z tobą rozmawia.
- I tym kimś ma być Kyle? Czy ona oszalała... To znaczy no... Nie pasują do siebie.- Chris ugryzł się w język przy przyjacielu, o mały włos a powiedziałby,  że Olivia wpadła mu w oko, do czego sam przed sobą nie chciał się przyznać.
- Dobra, może sama odpuści bo od ponad tygodnia nigdzie z nim nie wyszła.
- Chłopaki gotowi? - Richard zajrzał do szatni. - Jeśli tak to przywitamy się dziesięcioma okrążeniami wokół boiska.
Chris biegał, nie męcząc się przy tym, a po głowie chodziła mu jedna myśl. Co Kyle ma takiego czego on nie. Właśnie kończył dziesiąte okrążenie kiedy na schodach prowadzących na boisko zobaczył Olivię. Schodziła powoli z notesem w rękach. Miała na sobie jasne, obcisłe dżinsy, białą bluzkę i czerwoną,  damską bluzę Arsenalu. Jej jasne włosy były związane w kucyk co dodawało jej delikatności.  Chłopak zatrzymał się i robiąc skłony dyskretnie obserwował dziewczynę. Podeszła do ojca i zamieniła z nim parę słów po czym usiadła na miejscu dla rezerwowych i zaczęła zapisywać coś w notesu. W pewnym momencie podniosła oczy i ich spojrzenia się spotkały.  Posłała Chrisowi jeden z tych swoich gardzących uśmiechów i wróciła do notowania. Chris wypuścił powietrze z ust, a jego oczom ukazał się Kyle. Szedł wolnym krokiem w kierunku Olivii i patrzył na nią tak jak dziecko patrzy na ciastka w cukierni. Usiadł obok niej i od razu zaczął coś opowiadać, a ona się uśmiechała.  Niewiarygodne, pomyślał Chris i podbiegł do Robina.
- Zobacz tylko Casanova w akcji. - Pokazał przyjacielowi co dzieje się na ławce rezerwowych.
- Idę tam. - Robin ruszył w ich kierunku, ale Chris go zatrzymał.
- To trzeba zrobić delikatnie i sprytnie, a ty robisz się agresywny.
- Odezwała się ostoja spokoju.
- Pozwól,  że ja to załatwię dobrze?
- Czemu ci tak zależy?  - Robin robił się podejrzliwy.
- Bo jesteś moim przyjacielem,  proste. - Chłopak pobiegł w kierunku Olivii i usiadł po jej drugiej stronie.
- Kyle.
- Chris. - Od razu było widać,  że nie darzą się sympatią.
- Trener każe ci przynieść słupki z szatni. - Młody bramkarz wymyślił kłamstwo na poczekaniu. Kyle zrobił zdziwioną minę, a Olivia notowała coś w zeszycie i zerkała na nich po kryjomu.
- Jeśli trener każe.  - Kyle podniósł się i poszedł w kierunku schodów.
- Daj sobie z nim spokój to bałwan.  - Powiedział Chris do Olivii, która poraziła go wzrokiem.
- Przepraszam, ale nie przypominam sobie dnia w którym prosiłabym cię o zdanie, a tym bardziej o pozwolenie. - Rzuciła chłodnym tonem.
- Uwierz mi to tępy laluś.
- Odezwał się wielki ideał.
- Możesz mnie nie lubić ale mówię serio.
- Dobra, powiedz w czym rzecz. Dlaczego go nie lubisz? Był lepszy od ciebie, odbił ci dziewczynę czy przejechał kota?
- Dlaczego akurat kota?
- Bo tak mi się powiedziało i nie zmieniaj tematu.
- Tu nie chodzi o to, że go nie lubię, po prostu wiem że do ciebie nie pasuje.
- Pozwól, że sama ocenię kto do mnie pasuje a kto nie. Poza tym nic o mnie nie wiesz.
- Jak chcesz, ale żeby nie było że cię nie ostrzegałem. - Chłopak wstał z miejsca.
- Jakiś ty dobry, czemu ja cię nie doceniam?
- Sam się zastanawiam. - Posłał jej złośliwy uśmiech. Pokręciła tylko głową i wróciła do notatek.
- Kretyn.
- Słyszałem to. - Powiedział,  odchodząc.
- Właśnie na to liczyłam.


Przeczytałeś :D - skomentuj :D

poniedziałek, 3 listopada 2014

Rozdział 8

- No ale dlaczego? - Kate piszczała do telefonu kiedy Olivia zamykała drzwi swojego domu.
- Dlatego. - Odpowiedziała.
- Przecież od waszej randki z Kylem minął tydzień, on jest tobą zachwycony, a ty udajesz, że nie zwracasz na to uwagi. - Olivia przełożyła telefon do drugiej ręki i ruszyła w stronę samochodu.
- Po pierwsze to nie była randka,  a po drugie ja naprawdę nie zwracam na to uwagi.
- Ha! Czyli przyznałaś, że mu się podobasz.
- Kate, proszę cię.
- O co ty mnie prosisz, to taki fajny i do tego przystojny chłopak, czego ty byś chciała?
- Nie wiem, ale nie chcę angażować się w kolejny związek bez przyszłości. - Wolną ręką otworzyła drzwi samochodu i wsiadła do środka.
- Daj mu szansę!
- Skoro jesteś nim taka zachwycona sama daj mu szansę.
- Przecież wiesz, że wolę twojego brata, ale nie zmieniajmy tematu! - Przyjaciółka wręcz krzyknęła.  - Jedziesz tam dzisiaj?
- Właśnie siedzę w samochodzie.
- To cudownie,  idź do Kyle'a i zaproś do na drugą randkę.
- Jak mam to zrobić skoro nie było pierwszej. - Olivia uśmiechnęła się sama do siebie.
- Była! Kino, romantyczny film to nie randka?
- To było spotkanie dwojga znajomych.
- Wiesz może i masz dobre oceny ale na związkach to ty się nie znasz.
- A ty się znasz?
- Dziewczyno, chłopak za tobą szaleje,  wykorzystaj to!
- Ale ja nic do niego nie czuje! - Położyła głowę na kierownicy z rezygnacją.
- Jejku, daj mu szansę a może poczujesz.
- To tak nie działa,  jeśli spotkam tego jedynego to od razu to poczuje nie etapami.
- Tego jedynego? A kto mówi o tym jedynym, ja mówię o dobrej zabawie i ewentualnie całowaniu z nieziemsko przystojnym bramkarzem.
- Byłym bramkarzem.
- Nieważne.
- Muszę jechać mam dziś badania pilkarzy i nie mogę się spóźnić.
- Przebadaj Kyle'a dokładnie.
- Przestań! - Olivia wcisnęła czerwoną słuchawkę i wyjechała na ulicę. Włączyła radio, akurat leciała piosenka i need a hero, co dodało jej otuchy. Trochę zajęło jej dojechanie do ośrodka trenigowego przez fatalną pogodę.  Zaparkowała koło samochodu Chrisa, zakryła się kurtką i pobiegła w deszcz. Szybko znalazła się w środku gdzie dzięki Bogu było ciepło i sucho. Zmieniła buty i poszła do skrzydła szpitalnego, gdzie doktor Smith czytał gazetę i słuchał radia z lat 80 - tych. Siedział na swoim, skórzanym fotelu z nogami założonymi na biurko. Dziewczyna uśmiechnęła się mimowolnie i poczuła wielką sympatię do tego starszego człowieka. Doktor miał zamknięte oczy, nucił pod nosem i kręcił palcem wskazującym w rytm muzyki. Podeszła do niego powoli i złapała za ramiona.
- Bu! Hahaha. - Doktor zerwał się z miejsca i tez zaczął się śmiać.
- No. - Pokazał na nią palcem. - Tym razem ci się udało. Ale nigdy więcej tego nie rób.
- Mam pączki na przeprosiny.
- O jak pączki to strasz mnie codziennie. - Od razu wsadził ręce do torby z ciastkami. - To ja już mogę sobie iść.
- Co? Gdzie? - Olivia wyglądała na przerażoną.
- Idę posiedzieć u kucharza, a ty zajmiesz się naszymi pacjentami.
- Ale co jak...
- Masz im tylko zrobić badania sportowe to wszystko, chyba wiesz jak to wygląda.  - Mówił z pełnymi ustami.
- Tak ale co jeśli coś nie wyjdzie?
- A co ma nie wyjść? Ufam ci dasz radę i masz talent to tyle w tym temacie. Poza tym będziesz mogła pooglądać sobie wiele kaloryferów.
- Doktorze! - Olivia o mało nie wybuchła śmiechem.
- Co? Nie prawdę powiedziałem? Powodzenia, a i wezmę ze sobą pączki,  bardzo dobre. - Po tych słowach opuścił pomieszczenie i zostawił dziewczynę samą.
- Super. - Powiedziała sama do siebie. Spojrzała na zegarek, badania miały zacząć się za pięć minut. - Dam radę. - Gadam sama ze sobą, świetnie pomyślała i ubrała się w biały kitel. Usiadła za biurkiem i wyjęła karty pacjentów. Zawierały one prawie wszystkie informacje o danym piłkarzu, wiek, wzrost, kontuzje, kolor oczu, waga. Same ciekawe rzeczy. Nagle dziewczyna podniosła wzrok bo do gabinetu wszedł jej tatą.
- To co mogę ich już przysyłać?
- Jeśli umyli się po trenigu to tak. - Uśmiechnęła się złośliwie.
- Widzę, że ktoś ma tu dobry humor.
- Powiedzmy.
- Pięknie wyglądasz za tym biurkiem, powoli przyzwyczajam się do tego widoku.
- Tato.
- Mam taką śliczną córkę.
- Tato przestań bo jeszcze wpadnę w samozachwyt.
- Dobrze to ja ich przysyłam. - Richard złapał za klamkę.
- Tato mogliby wchodzić alfabetycznie bo tak mam ułożone karty.
- Oczywiście,  tylko wiesz potrafią być lekko irytujący mam nadzieję,  że dasz sobie radę.
- Tato dziele z Robinem łazienkę, jeśli daję radę walczyć z nim codziennie to z nimi tymabrdziej.
- Masz rację.  - Mężczyzna posłał jej uśmiech i wyszedł. Po chwili wszedł pierwszy pacjent, po nim kolejny i jeszcze kilku. Olivii szło całkiem dobrze,  ważyła ich badała, rozmawiała. Nie mogła narzekać byli bardzo mili i tak jak mówił doktor mięśnie brzucha mieli jak marzenie. Kiedy wyszedł już rudowłosy Lucas, do gabinetu wkroczył Robin.
- Ej miało być alfabetycznie! - Olivia złapała się pod boki.
- Ale ja mam znajomości.  - Uśmiechnął się łobuzersko i usiadł na fotelu, zakładając nogę na nogę. - To jak ci idzie?
- Dobrze, tak myślę.
- Moi koledzy cię nie podrywają?
- A co znowu zaatakujecie kogoś piłką?
- To była wyjątkowa sytuacja poza tym przepraszałem cię już.
- Dobra cicho bądź i właź na wagę. - Olivia skończyła badać brata i został jej już tylko jeden pacjent. O nie, pomyślała,  ostatnim był... Chris Ross.
- Witam szanowną panią doktor. - Zamknął za sobą drzwi i stanął na środku gabinetu. Miał na sobie czarny sweter i dżinsy w kolorze mocnego granatu.
- Daruj sobie te przyjemności i stań na wagę.
- Jak sobie życzysz. - Chłopak zdjął buty i wykonał to o co go prosiła. Następnie usiadł na stołku i zdjął koszulkę do badania. Olivia udała, że jej to nie rusza ale jego wypracowane mięśnie przyciągały wzrok jak promoca butów w supermarkecie.
- Możesz się ubrać. - Powiedziała i zdjęła stetoskop.
- Jaka diagnoza? - Zapytał posyłając jej szelmowski uśmiech.
- Dobra. - Olivia nadal miała kamienną twarz. Popatrzył na nią lekko poirytowany. - Podaj wzrost i wiek, muszę to tu zapisać.
- Dziedzieścia cztery lata, 196 centymetrów. - Torturował ją wzrokiem.
- No co? - Podniosła na niego oczy.
- Nic, zastanawiam się czemu jesteś taka naburmuszona.
- Ja? - Olivia się zaśmiała. - Naburmuszona, a to ciekawe usłyszeć coś takiego od zakochanego w sobie zarozumialca.
- Zarozumialca? Nie jestem zarozumiały, poprostu znam swoją wartość.
- O to tak się to dzisiaj nazywa. - Dziewczyna oparła się w fotelu.
- Ciągle się wściekasz o ten tekst z chilriderkami.
- Nie. - Pokręciła głową.  - Ja poprostu cię nie lubię. - Posłała mu niewinny uśmiech,  a on zrobił to samo.
- No tak, przecież córunia trenera nie będzie zadawać się z byle bramkarzem.
- Dobrze wiesz, że nie o to chodzi! Zochowujesz się jak ostatni kretyn dlatego nie chce się z tobą zadawać.
- O matko nie wiedziałam, że poczujesz się taka urażona.
- Gdybyś był na tyle dojrzały i przeprosił za swoje zachowanie może inaczej byśmy rozmawiali.
- No cóż wielka szkoda, że tego nie zrobię. - Chris wstał z fotela i skierował się do wyjścia.
- Świetnie! - Olivia opadła na fotel i bawiła się długopisem.
- Świetnie.  - Rzucił i trzasnął drzwiami.


Przeczytałeś? :D - zostaw komentarz :)

niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział 7

Chris zaparkował pod domem rodziny White i wysiadł z auta. Wszedł po schodkach i zapukał do drzwi, które otworzyła mu starsza kobieta w różowym swetrze.
- W czym mogę służyć? - Zapytała z uśmiechem.
- Ja, szukam Robina White'a, ale chyba się pomyliłem. - Mimo, że przyjaźnili się od lat, Chris nigdy nie był u przyjaciela, co mogło wydawać się dziwne.
- Nie, nie pomyliłeś się. Robin tu mieszka. Jetem jego babcią. - Podała chłopakowi rękę.
- Chris Ross.
- Ach to ty jesteś tym bramkarzem. Widziałam cię nie raz na meczu jak oglądałam wnuka.
- Tak to ja we własnej osobie. - Chłopak patrzył na nią lekko zakłopotany.
- Wiesz Robin pojechał z siostra do miasta, ale zaraz powinni wrócić.
- To ja przyjadę innym razem. - Chciał się wycofać, ale kobieta złapała go za ramię.
- Wejdź proszę, oni zaraz przyjadą. Chodź nie bój się.
- Nie boję się, ja...
- Chodź, od razu widać że chcesz z kimś pogadać. - Posłał jej nieśmiały uśmiech i wszedł do środka. Robin nie mieszkał jakoś specjalnie bogato, był to zwykły angielki, piętrowy dom wypełniony rodzinną atmosferą. Kiedy razem z Dolly weszli do kuchni, chłopak usiadł na jednym z krzeseł przy stole i rozpiął czarną kurtkę. Babcia zrobiła mu herbaty i usiadła na przeciwko.
- W wywiadach jesteś taki wygadany, a teraz milczysz jak zaklęty. - Dolly upiła łyk herbaty i uśmiechnęła się do bramkarza.
- Powiedźmy, że to jeden z tych dni w które człowiek woli pomilczeć.
- Dobrze to pomilczmy razem. - Te słowa wywołały na jego twarzy uśmiech. - Albo porozmawiajmy, powiedź co ci leży na sercu od razu poczujesz się lepiej.
- Robina też tak pani męczy? - Zażartował.
- Och. - Machnęła ręką. - On ma jeszcze gorzej.
- Jedna, ważna osoba w moim życiu nie chce zaufać mi w jednej sprawie i ciągle męczy mnie o wyjaśnienia. - Chris sięgnął po kubek z gorącym napojem, który idealnie pasował na pogodę panującą w Londynie.
- Chodzi o kobietę? - Dolly mrugnęła i uśmiechnęła się, a on wybuchnął śmiechem.
- O tak! O bardzo wyjątkową kobietę, a mianowicie moją mamę. - Teraz i Dolly zaczęła się śmiać.
- Och synku, więc nie ma tu nic dziwnego. Matki się martwią i chodź nie wiem jak bardzo by ci ufała to i tak będzie chciała znać szczegóły wszystkiego, my już takie jesteśmy.
- Niestety.
- Nie gniewaj się na mamę na pewno się o ciebie troszczy.
- Ale mogłaby robić to trochę delikatniej.
- Jak już mówiłam matki takie są, szczególnie dla synów. Uwierz mi wiem coś o tym.
W tym samym momencie do domu weszli Olivia i Robin, śmiali się i rozmawiali. Babcia wstała od stołu i wyszła na korytarz.
- Robin ktoś do ciebie przyszedł.
- Ha! Mówiłem, że to Chris, a ty nie wierzyłaś. - Olivia pokręciła głową, kiedy brat wymachiwał palcem przed jej oczami.
- Skąd wiedziałeś, pewnie po samochodzie. - Chris uścisnął rękę przyjacielowi i skinął głową w stronę Olivii, która odwróciła wzrok.
- Coś się stało stary? - Robi powiesił kurtkę na wieszak.
- Chciałem pogadać. - Chłopak wzruszył ramionami.
- To może chodźmy do mnie na górę. - Udali się po schodach do pokoju Robina, a Olivia odprowadziła ich wzrokiem.
- Bardzo miły chłopak. - Dolly opierała się o drzwi.
- Babciu! - Syknęła dziewczyna. - To jest właśnie ten bezczelny bramkarz, o którym ci mówiłam.
- On? Niemożliwe. - Kobieta usiadła przy stole, a wnuczka chodziła wokół niej.
- To on we własnej osobie. Mam go dość w pracy, a teraz jeszcze przyłazi tutaj!
- Kochanie uspokój się, Chris przyszedł do twojego brata nie do ciebie.
- To tym lepiej! Babciu po co go wpuściłaś?
- Kochanie nie dramatyzuj, napij się herbaty i usiądź.
- Babciu, nie mów że ciebie tez urobił?
- Co znaczy urobił? - Dolly spojrzała na wnuczkę. - To miły, inteligenty chłopak i już.
- Czemu wszyscy tak myślą? To dupek!
- Olivia! Co ty mówisz?
- babciu opowiadałam ci o nim wszystko, a ty nadal twierdzisz że jest miły. Zawsze byłaś po mojej stronie. - Dziewczyna skrzyżowała ręce na piersiach.
- Bo zawsze miałaś rację, a teraz nie masz. - Babcia posłała jej uśmiech. Olivia zrobiła urażoną minę i weszła na górę. Drzwi do pokoju brata były lekko uchylone dzięki czemu słyszała strzępki rozmowy.
- Może powinieneś jej w końcu powiedzieć. - Mówił jej brat. - W końcu nie powinno ci zależeć na jej reputacji.
- Bo nie zależy, nie chce żeby moja mama to przeżywała, wiesz że ona była jej ulubienicą. Widziała już nas nawet razem przed ołtarzem.
Co? Olivia zmarszczyła brwi, jakim ołtarzem z kim? Wzruszyła ramionami, nawet jeśli Chris kogoś miał, a teraz jest wolny w co trudno jej było uwierzyć to i tak nic nie znaczy, a może? Szybko wyrzuciła te myśli z głowy i weszła do siebie. Położyła się na łóżku i usłyszała dźwięk przychodzącego smsa. Sięgnęła po telefon i otworzyła wiadomość.
Chciałbym Cię bliżej poznać i porozmawiać, może pójdziemy razem da kina? - Kyle.
 




Dziękuję wszystkim osobom za wcześniejsze komentarze:) i bardzo proszę o kolejne opinie :D Jeśli przeczytałeś - skomentuj :) 

sobota, 1 listopada 2014

Rozdział 6

- Wiem, że to wy! - Olivia weszła do domu i pobiegła schodami na górę, a Robin za nią. Prawie zamknęła mu drzwi od pokoju na nosie ale to go nie zniechęciło.
- Dlaczego się wściekasz?
- Dlaczego się wściekam?! Mogliście zrobić mu krzywdę!
- Ale nic mu nie jest, hurra! - Dziewczyna rzuciła w brata poduszką.
- Ty i ten niedojrzały Chris nie umiecie się normalnie zachować!
- Uratowaliśmy cię przed Kylem. - Robin usiadł na łóżku.
- Nie widziałeś, że nie potrzebowałam ratunku! - Olivia oparła się o komodę.
- Nie.
- Nie lubisz go okej rozumiem, ale żeby od razu piłką w głowę! Ile ty masz lat?
- Pytasz jakbyś nie wiedziała. - Posłał jej szelmowski usmiech.
- Przestań!
- Oj nie denerwuj się, było zabawnie!
- Nie było. - Dziewczyna skrzyżowała ręce na piersiach.
- Ej jeśli cię to nie śmieszyło to nie mów... - Chłopak szybkim ruchem zerwał się z łóżka. - On ci się podoba?
- Co? Nie!
- To w czym rzecz? - Pokręcił głową.
- Po prostu to jeden z niewielu chłopaków, którzy byli dla mnie mili od czasu kiedy rozstałam się z Travisem. - Robin podszedł do siostry i przytulił ją mocno.
- Gdybyś mnie nie prosiła już dawno dostałby w zęby za to co ci zrobił. - Olivia objęła go mocniej i uśmiechnęła się pod nosem.
- Dziękuję. - Robin spojrzał jej w oczy i zagarnął kosmyk jej jasnych włosów za ucho.
- Wiem, że to John zawsze się tobą opiekował, a ja byłem tym bratem od psikusów i żartów, ale jeśli będziesz miała jakikolwiek problem to zawsze możesz do mnie przyjść.
- Brakuje mi go. - Napłynęły jej łzy do oczu. - Dlaczego to on musiał zginąć?
- Nie wiem.
- Przecież był młody! Nie chciał umierać! Nie chciał nas zostawić! - Dziewczyna wpadła w histerię co często zdarzało jej się po śmierci brata. Robin szybkim ruchem przyciągnął ją do siebie mimo, że odpychała go i była pięściami w klatkę piersiową.
- Olivia juz dobrze. - Głaskał siostrę po głowie.
- Nie jest dobrze. - Załkała. - Nie jest dobrze. - Powtórzyła przez łzy.
- Nie płacz proszę cię.
- Przepraszam. - Dziewczyna odsunęła się i otarła łzy.
- Nie odpychaj mnie od siebie, nie po raz drugi.
- Nie odepchnę, obiecuję.
- Olivia ja nie chce znowu tego przerabiać, obiecaliśmy sobie że zaczniemy żyć normalnie, pamiętasz?
- Tak. Staram się, ale... - Kilka łez pociekło jej po policzku. - Ale nie wiem czy potrafię.
- Ja ci pomogę. A zaczniemy od odwiedzenia Johna na cmentarzu, chodź. - Podał siostrze rękę i razem ruszyli na dół.


Chris zaparkował swoje porshe pod domem na Westbourne Green, który był rozmiarów małego zamku. Mieszkał tu z rodzicami, bo tak mu było wygodniej. Nie czuł potrzeby kupowania innego mieszkania, po to aby sprowadzać dziewczyny lub kolegów, to nie było w jego stylu. Wszedł do środka i zobaczył Alice, swoją mamę która siedziała i oglądała telewizję.
- Cześć. - Rzucił chłopak i poszedł do kuchni po coś do jedzenia. Kobieta ruszyła za nim.
- Cześć synku. Jak było na treningu?
- Jak zawsze. - Wzruszył ramionami.
- Znowu mówili o tobie w telewizji.
- Co tym razem?
- O tobie i Serenie...
- Mamo nie chce słyszeć tego tematu jasne? - Obdarzył kobietę spojrzeniem pełnym wyrzutu.
- Ale ja ciągle nie wiem dlaczego się rozstaliście, byłeś z nią odkąd skończyłeś siedemnaście lat i...
- I koniec! Pogódź się z tym! - Krzyknął. - Mamo przepraszam, po prostu nie naciskaj.
- Mam prawo wiedzieć, dlaczego zostawiłeś dziewczynę, którą kochała cała nasza rodzina i ty włącznie.
- Ale przestałem jasne?
- Nie da się przestać kogoś kochać tak z dnia na dzień. Może ty kogoś masz?
- Mamo!
- Co?
- Nie będę z tobą rozmawiał. - Chłopak wziął kurtkę i ruszył w stronę drzwi.
- Czyli masz kogoś?
- Sprawdź w plotkach o mnie, które tak bardzo lubisz oglądać! - Chris trzasnął drzwiami i z piskiem opon wyjechał na ulicę. Przegarnął włosy palcami i dodał gazu. Nie wiedział gdzie jedzie, byle najdalej od wścibskich fotoreporterów, dziennikarzy i mamy, która nie dawała mu spokoju. Znał tylko trzy osoby, które mogły go wysłuchać, doktora Smitha, swojego starszego brata Jamesa i Robina. Z uwagi na to, że James pracował w innej części Anglii, a doktor miał dziś jakieś seminarium wybrał drogę do domu Robina.